M.Ż.G.S.R.

Polska kultura posiada długą tradycję felietonistów o różnych światopoglądach i orientacjach politycznych. Już przed wojną był w tym względzie duży wybór: od Adolfa Nowaczyńskiego z prawicy do Tadeusza Boya-Żeleńskiego z komunizującej lewicy. Jeden z wybitniejszych twórców tego ulotnego gatunku literackiego Antoni Słonimski oferował swoim czytelnikom, oprócz niewątpliwej erudycji, co pewien czas jakiś zabawny "happening". W latach trzydziestych miał on swoją stałą rubrykę w liberalno-lewicującym tygodniku "Wiadomości Literackie". Kiedy pewnego razu cenzor zdjął mu cały artykuł na temat jakiegoś skandalu politycznego, dowcipny pan  Antoni odwdzięczył się zamieszczając w następnym numerze felieton w stylu dziecięcego "Świerszczyka" na temat ... kłopotów wróbli przed nadejściem zimy. (Wypada dodać, że w Polsce lat trzydziestych cenzura państwowa działała, ale z otwartą przyłbicą, nigdy prewencyjnie - cichcem, jak za PRL-u). Innym razem naszemu felietoniście zaczęło doskwierać ciągłe opędzanie się przed endeckimi krytykami jego twórczości. Kiedy, po raz kolejny któryś z "patriotycznie" nastawionych rodaków robił Słonimskiemu wymówki, że zbyt czarno widzi polską rzeczywistość po roku 1918, a za mało podkreśla osiągnięcia odrodzonego cudem państwa - wówczas publicysta wystąpił z propozycją: "Tak, oczywiście, wiem, że nasi obywatele bywają wspaniali, że kraj wzmacnia obronność, a także, że Gdynia się rozbudowuje. Jeżeli to panów zadowoli, to mogę pisząc na jakiś przykry temat, dawać na początku tekstu skrót, n.p. taki: M.Ż.G.S.R. - co znaczy - Mimo, że Gdynia się rozbudowuje.... Chyba wtedy już wszystko będzie dobrze?". 
            
Idąc w ślady mojego nieformalnego mistrza, proponuję, że od czasu do czasu też będę zaczynał moje artykuły tym samym skrótem, choć może on teraz znaczyć n.p.: "Mimo, że gospodarka (polska) się rozwija". Wtedy już bez rumieńca wstydu niestandardowego patrioty na montrealskim bruku, będę mógł pisać o tym, że policja (w tym przypadku polska) przypina sobie anielskie skrzydła jedynie na Trzech Króli lub karnawał, a tak na codzień potrafi pobić "za niewinność" - a niekiedy nawet jeszcze gorzej. Po spełnieniu tego pięcioliterowego zastrzeżenia, nic nie będzie stało mi na przeszkodzie skrytykować reformy w systemie polskiego wymiaru sprawiedliwości wprowadzające (de facto)  SZEŚCIOPODZIAŁ WŁADZY - zamiast dotychczas znanego od dwustu lat TRÓJPODZIAŁU. To nie są żarty. Rzeczypospolitej grozi chaos. Jeżeli w jednym mieście sądy zaczną niedługo wydawać wyroki powołując się na konstytucję z roku 1997, a pięćdziesiąt kilometrów dalej inny sąd zostanie opanowany przez "reformatorów" z nowego rozdania (często traktujących prawo dość wybiórczo), to komplikacje i utrudnienia dla petentów staną się codziennością. Ta dokuczliwa podwójność (ew. rozdwojenie) obrazu rzeczywistości  zaczyna powoli stawać się stałą cechą polskiego życia społecznego. Tylko ona tłumaczy dlaczego na rok przed ostatnimi wyborami nasz stary kraj mógł się rozwijać dość nieźle i jednocześnie - na potrzeby kampanii wyborczej -  być "w ruinie". Teraz o rujnowaniu kilku istotnych sfer życia społecznego mówi nie tylko "opozycja totalna", ale nawet część polskiej prawicy niepisowskiej,  n.p. tacy Polacy-katolicy jak sędzia Adam Strzembosz i mec. Roman Giertych. Nasz stary kraj jest wciąż (na szczęście) demokracją, ale jakby coraz bardziej selektywną (wybiórczą). Zresztą podwójność interpretacji wszystkiego jest od początku rządów PIS-u faktem w polityce zagranicznej. Od mówienia ostro jest min. Waszczykowski, a od łagodzenia ryzykownych wiraży jest jego zastępca min. Szymański. Inna rzecz, że ostatnio tej łagodnej mowy jest w elitach władzy coraz mniej, bo ktoś na górze zdecydował, że "suweren" (t.j. ok. 35%  wyborców polskich) lubi twardy język. W takiej optyce, nawet coś tak niewinnego jak ...biała róża trzymana przez antypisowskich demonstrantów, może stać się "symbolem nienawiści i głupoty". Kto naiwny, ten pewno uwierzy. Wszystkie te bardziej i mniej udane epitety będą padały na podatny grunt tak długo, jak gospodarka będzie w niezłym stanie. Na początku czerwca premier Szydło gniewnym głosem odrzuciła zakusy tej okropnej Unii Europejskiej, (w jednej osobie przyjaciela i wroga), a w tym samym czasie doradca prezydenta Dudy profesor Zybertowicz z uśmiechem na ustach obwieścił (n.b. w TVN) niewątpliwy sukces dyplomacji Rzeczypospolitej, gdyż na najbliższe dwa lata Polsce przyznano miejsce niestałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ. Niestety z doświadczenia wiemy, że jeżeli za rok ten sam ONZ w czymś "podpadnie" rządowi  (i Prezesowi) w Warszawie, to usłyszymy utyskiwania, że ta organizacja już się kończy, że zarządzają nią lewacy i trzeci świat i Polska nic z tego nie ma. Patrząc na blaski i cienie ostatniego kwartału, należy stwierdzić, iż M.Ż.G.S.R., to jednak przywódcy naszego starego kraju mają nadal spore trudności z płynnym (t.j. inteligentnym) "wstawaniem z kolan". A przecież ten, kto tego nie umie, może łatwo stracić równowagę i upaść na głowę - ze wszystkimi tego negatywnymi skutkami.
         
Mówiło się jeszcze nie tak dawno temu o licznych podobieństwach  antysystemowej prawicy w Polsce oraz jej odpowiednika w Stanach Zjednoczonych.  A jednak - jeżeli porównać skuteczność działania propagandy polskich neo-endeków ze skutecznością oddziaływania na  masy amerykańskich neo-konserwatystów, to polska szkoła jazdy bez trzymanki przewyższa o niebo dokonania wyznawców Trumpa. Poważnie. Większość sukcesów Trumpa polega na jego ekscentrycznym zachowaniu, a w mniejszym stopniu na ideologii, podczas kiedy w Polsce jest odwrotnie. Faktyczny naczelnik państwa Jarosław Kaczyński nie jest sam w sobie postacią "wybieralną". Dlatego w czasie każdych wyborów musi ograniczać swoje występy publiczne,  aby nie zrażać szerszej publiczności swoją aparycją i dosadnym, bezlitosnym stylem. Występy Trumpa, choć denerwują jego przeciwników, to jednak nie antagonizują szerszej publiczności i na tym polega jego przewaga nad Naczelnikiem z Nowogrodzkiej. Teraz na początku lata trwa w USA dyskusja na temat, czy polityka zagraniczna Trumpa podoba się jego twardemu elektoratowi. Czy ci ludzie łatwo przełkną fakt, że Arabia Saudyjska, gniazdo wojującego islamizmu, dała Trumpowi przed miesiącem horendalną łapówkę w okolicach 500 MILIARDÓW dolarow (a w tym zakup broni amerykańskiej za 110 miliardów). Może ważniejsze jest to, że prez. Trump podarunek przyjął. Czy od tego poprawi się los bezrobotnych górników i metalowców z Zachodniej Wirginii lub Detroit? Jak te bajońskie sumy zostaną wykorzystane? Można być pewnym , że u Amerykanów nie zanosi się na ich odpowiednik  500 PLUS, podczas gdy w naszym starym kraju Platforma i niektórzy jej sojusznicy już opracowali system, który po odebraniu zasiłku na dziecko osobom zamożnym, przeznaczy środki na zapomogi dla samotnych matek, należących chcąc nie chcąc do "gorszego sortu". M.Ż.G.S.R. tę bezlitosną i głupią wypowiedź rzeczniczki PISu sprzed roku ("Niech te panie uregulują swoje życie osobiste.") Polki z czarnymi parasolkami (i nie tylko one) zapamiętają na długo.  
       
Czy amerykańskim liberałom z Partii Demokratycznej uda się pokonać Trumpa i jego ekipę stawiając tylko na rosyjską kartę? Na razie nie wygląda na to. Raczej nadzieją na zmianę kursu (lub ekipy) są gaffy i wpadki samego szefa Białego Domu. Ma on wogół siebie kilkoro ludzi zdolnych kontynuować dotychczasowy twardy kurs. Jednakowoż na ich drodze do niekwestionowanej kontroli  stoi twardy arbiter -  trzecia władza t.j wymiar sprawiedliwości. Dotychczas dla amerykańskiej klasy średniej była to świętość. Czy będzie tak w dalszym ciągu - przekonamy się niedługo.
                                                                          
 
. Michał Stefański
 

ARCHIWUM FELIETONÓW

POLEĆ TEN ARTYKUŁ ZNAJOMYM Z FACEBOOKA
 


 

 


BIULETYN POLONIJNY, Postal Box 13, Montreal, Qc H3X 3T3, Canada; Tel: (514) 336-8383 fax: (514) 336-7636, 
Miesięcznik rozprowadzany bezpłatnie wśród Polonii zamieszkującej obszar Montrealu i Ottawy. Wszelkie prawa zastrzeżone.