OSOBNY ŚWIAT TRZYDZIESTU TRZECH PROCENT

Nie dalej jak na początku lutego ośrodki badania opinii publicznej w USA opublikowały kolejny sondaż popularności prezydenta USA oraz jego formalnych i nieformalnych przeciwników. W wiarygodność Roberta Mullera, specjalnego prokuratora prowadzącego śledztwo dotyczące zakresu mieszania się służb Federacji Rosyjskiej w amerykańskie wybory wierzy 57% Amerykanów. Jednocześnie ten sam sondaż potwierdza, że już kolejny raz prezydent Trump przechodzi gładko test wiarygodności u 33% elektoratu - i jest to (plus minus) maksimum. Dalej jest sufit - i ani rusz. Co prawda szef państwa amerykańskiego nie sprawdzal jeszcze praktycznie swojej teorii, że uszłoby mu na sucho nawet zastrzelenie przechodnia na 5 Alei w Nowym Jorku. Nie jest do końca pewne, czy w każdym szczególe sztuki rządzenia panstwem, wielbiciele Trumpa pójdą za nim. Przesadą jest oczekiwanie, że poparcie dla prezydenta w kwestii n.p. wojny celnej z Chinami wyjdzie dalej poza ogólną demonstrację patriotyzmu i chóralne powtarzanie sloganu "America First". Coraz częściej slychać opinie, które radzą badaczom odłożyć na bok roczniki statystyczne i grube kwartalniki naukowe typu "Foreign Affairs", a zajrzeć do tych materiałów które naprawdę czytają (lub oglądają) zaprzysięgli wielbiciele Trumpa - a w Polsce zagorzali stronnicy prezesa Kaczyńskiego. Dopiero wtedy utytułowani naukowcy i starzy wyjadacze sondażowni dostaną do ręki klucz do otwarcia duszy nowego typu wyborców. A jest ich prawie zawsze (plus minus) jedna trzecia. Jaki z tej wiedzy badacze zrobią użytek - to już inna historia. Ponieważ są oznaki, że cywilizacji zachodniej grozi inwazja NIEZŁOMNYCH (czytaj: "nieprzemakalnych" na inne argumenty niż swoje), z tego jednego powodu warto zdać sobie sprawę z kim przez najbliższą dekadę lub dwie będziemy wszyscy mieć do czynienia.  

Nie powinno nas dziwić, że na poczesnym miejscu w tej grupie - czyli drugim - plasują się takie czasopisma jak "Wróżka", bardziej rozrywkowe typu "Gala", ew. nieco poważniejsze n.p. "W sieci" albo ich amerykańskie odpowiedniki typu "National Enquirer". Nie zdziwi nas - rzecz jasna, że pierwsze miejsce w mediach dla 33% zajmuje telewizja i dziennik Fox News lub TVP Info w naszym starym kraju. Nie wiem jak jest w Polsce, ale w Stanach mniej więcej co rok robione są testy podatności Amerykanów na treści ogólnie uznawane za metafizyczne (inaczej: nadprzyrodzone). Mieszczą się w nich zarówno dogmaty największych religii, jak też prawie caly zestaw modnego New Age’u przemieszanego z tradycyjną wiarą w anioły, dobre wróżki, ale też niekiedy elementy satanizmu. Nie powinno to nikogo dziwić; wszak praktykującym katolikom czy luteranom zdarza się niekiedy eksperymentować z medytacją transcendentalną lub zasięganiem rady u wróżki (lub u swojego "coacha" - na poziomie klas górno-średnich). Cóż się okazuje? Pomimo wbijania do głów mlodym ludziom od wielu dziesięcioleci liberalnych aksjomatów o rządach  prawa, równości obywateli, poszanowaniu konstytucji itp. - nasze "nieprzemakalne" 33% wierzy, tak jak ich przodkowie 1000 lat temu, że n.p. władza państwowa może wszystko i  - mało tego; im mniej ograniczeń ma władca, tym lepiej jest dla dobra obywateli lub poddanych. Innymi słowy, jedna trzecia szeregu społeczeństw europejskich spodziewa się, że dobry władca będzie nieodgadniony i kapryśny - inaczej ucierpi jego prestiż. Taki władca z samej definicji, aktywnej opozycji nie znosi. Nie jest zatem pewne, że zachowanie Trumpa czy Kaczyńskiego działa na wszystkich wyborców odpychająco.  Z pewnością nasze 33% miałoby co do tego inne zdanie. Z kolei, władca bez charyzmy to w oczach "nieprzemakalnych" tylko pogardzany administrator. Pamiętamy, że jednym z głównych zarzutów przeciw rządom Tuska było jego przesadne zainteresowanie cieplą wodą w kranie. Były premier, a obecny Przewodniczący Rady Europy ewidentnie nie wyczuł jak bije puls dużej części narodu doradzając wizytę u psychiatry wszystkim tym, którzy "mają wizję" przeznaczenia Polaków. To prawda, że wychowani na sienkiewiczowskiej "Trylogii" rodacy nie potrafią uśmiechnąć się z pobłażaniem kiedy karykaturalna królowa z "Alicji w krainie czarów" histerycznie wrzeszczy co pięć minut "obciąć mu głowę". Takie wyskoki nad Wisłą i Odrą są rozumiane dosłownie - może dlatego, że Polska przekonała się na własnej skórze jak działają oba totalitaryzmy -  ten narodowo-socjalistyczny i tamten orientalno-komunistyczny. Dopiero ostatnio, po trzech pokoleniach od końca II Wojny Światowej pojawiają się chętni do przetestowania raz jeszcze (na skórze swoich własnych narodów), czy da się osiągnąć wielkość swojej cywilizacji w wymiarze fizycznym bez chowania się pod parasol kosmopolitycznych struktur patrzących na świat globalistycznie - choćby takich jak Unia Europejska.  

Choć znani nam wspolcześni populiści, jak na razie, mogą sobie o konserwatywnym  despotyźmie jedynie pomarzyć, nikt nie da gwarancji co przyniesie przyszłość. Co się stanie z Ameryką po dwóch kadencjach Trumpa - tego nie wiemy. W opinii wielu - po pierwsze: zwiększy się prawdopodobieństwo dużej wojny przez przypadek. Po drugie: odwrócenie się plecami do struktur międzynarodowych (ulubione marzenie Trumpa) wystawi mniejsze kraje (choćby takie jak Polska) na ryzyko polknięcia przez większe imperia. Po trzecie: " wymarzone" usunięcie "zagrożeń" liberalnych jedynie odsunie problemy naszego świata o maksimum jedno pokolenie. Powrócą one wraz z dalszym, niepowstrzymanym rozwojem nauki i techniki

Są już młodzi politolodzy probujący w swych nowych książkach pogodzić potrzeby wspólczesnego świata z liberalnym podejściem do szeregu praktycznych kwestii. Faktycznie, każde ustępstwo z koncepcji wszechwładnego państwa na rzecz społeczeństwa obywatelskiego będzie świadczyć o żywotności liberalizmu - bo przecież "demokracja nieliberalna" to oksymoron. Takie coś nie istnieje - chyba, że marzy nam się propagandowa, fasadowa agitka typu relacji z Państwowych Dożynek w latach 60-ych: "Oto rolnicy w strojach ludowych wręczają ukochanemu przywódcy, prezesowi partii rządzącej ogromny bochen chleba, przy dźwiękach pieśni "Plon niesiemy plon, gospodarzowi w dom". Wiem, że taki obrazek młodemu  liderowi nowego ruchu wiejskiego AGRO-UNIA Michałowi Kolodziejczakowi przypomina raczej sceny z defilad w Pólnocnej Korei. Chcąc czy nie chcąc, on też jest dzieckiem polskiej demokracji - oczywiście liberalnej i na inny model demokracji raczej by się nie zgodził. Im więcej takich Agro-unii - tym mniejsza mozliwość recydywy totalitaryzmu w naszym starym kraju.  Czy przekona to 33% "nieprzemakalnych"? Nie wiadomo, ale moim zdaniem - numerologia nie powinna rządzić naszym skomplikowanym światem.
 
 
. Michał Stefański
 

ARCHIWUM FELIETONÓW

POLEĆ TEN ARTYKUŁ ZNAJOMYM Z FACEBOOKA
 


 

 


BIULETYN POLONIJNY, Postal Box 13, Montreal, Qc H3X 3T3, Canada; Tel: (514) 336-8383 fax: (514) 336-7636, 
Miesięcznik rozprowadzany bezpłatnie wśród Polonii zamieszkującej obszar Montrealu i Ottawy. Wszelkie prawa zastrzeżone.