GARŚĆ SUBIEKTYWNYCH REFLEKSJI, DOTYCZĄCYCH MINIONEGO ROKU, ZAKOŃCZONYCH ANEGDOTĄ I ZNAKIEM ZAPYTANIA.

Choć darzę ogromnym szacunkiem osiągnięcia polskich skoczków narciarskich, uważam ich dyscyplinę sportu za niszową, uprawianą tylko w kilku krajach świata i nie mającą żadnego przełożenia na masową kulturę fizyczną. Podsumowując miniony rok bez wahania przyznaję więc palmę pierwszeństwa reprezentacji Polski w siatkówce, która po raz drugi z rzędu (!) zdobyła mistrzostwo świata. A Bartosz Kurek został wybrany najlepszym graczem turnieju, co w praktyce oznacza, że jest najlepszy na naszym globie.

Zdumiewająca jest metamorfoza, jaką ta dyscyplina sportu przeszła na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. Jeszcze w latach 1960-tych siatkówka była uważana ze rekreacyjną grę, ułatwiającą znoszenie nudy, panującej na tak zwanych "wczasach pracowniczych". W niemal każdym ośrodku wakacyjnym stały dwa słupki, połączone siatką, nad którą gromadka pań i panów przerzucała delikatnie miękką przeważnie (bo niedopompowaną) piłkę. Jeśli idzie o poziom wyczynowy, to system punktacji, według którego można było zdobywać punkty tylko z własnego podania, wydłużał mecze i - powiedzmy to sobie szczerze - czynił je dość nudnymi. (Nie mam oczywiście na myśli takich spotkań, jak pamiętna, pięciosetowa, zakończona wspaniałym zwycięstwem, walka o tytuł mistrza olimpijskiego, stoczona przez polską drużynę z reprezentacją ś. p. ZSRR w Montrealu. Transmisja trwała w Polsce do piątej rano, ale nikt nie ruszał się od telewizora, gdyż wynik tego spotkania miał wymiar nie tylko sportowy, ale także polityczny. A jaki to niech każdy sobie dopowie.)

Dziś mecze siatkówki są pasjonujące, zwłaszcza gdy wygrywają nasi, a siatkarze stali się wspaniale zbudowanymi atletami, skaczącymi w górę bez rozbiegu na przeszło metr i walącymi w piłkę z taką siłą, że gdyby ktoś z nas, zwykłych zjadaczy chleba, spróbował odebrać choćby jedno zagranie, wylądowałby pewnie w szpitalu z połamanymi palcami.

Sukces siatkarzy ma dodatkowo jeszcze jeden wymiar. Obala  mianowicie mit, według którego Polacy nie posiadają predyspozycji do gier zespołowych. Mit ten podważył skutecznie już w latach 1970-tych trener Hubert Wagner, a ostateczny cios zadał mu aktualny opiekun polskiej kadry, Vital Heynen. Wynika z tego wiele wniosków, z których być może (ale czy na pewno?) zechcą skorzystać trenerzy innych zespołowych dyscyplin.

Żeby nie było nam za wesoło, to rok 2018 będzie nam się kojarzył z rezygnacją Agnieszki Radwańskiej. Mieliśmy w jej przypadku do czynienia z prawdziwym fenomenem. Wyszkolona nie na Florydzie, lecz w siermiężnym prowincjonalnym klubie Nadwiślan Kraków, nie przez światowej sławy trenerów, lecz przez własnego ojca, osiągnęła w tenisie więcej, niż jakikolwiek inny Polak. Wygrała 20 turniejów WTA, w tym finał Masters 2015, zajmowała przez wiele miesięcy drugie miejsce na światowej liście rankingowej, a przez kilka lat utrzymywała się w pierwszej dziesiątce najlepszych zawodniczek świata. Słynna Martina Navratilova nazwała ją niedawno "najbardziej pomysłową i kreatywną tenisistką swego pokolenia".

Dlatego ogarnia mnie "śmiech pusty, a potem litość i trwoga", kiedy czytam w internecie uwagi anonimowych "znawców", zarzucających Radwańskiej brak ambicji, zwłaszcza w kontekście jej stosunkowo słabych wyników w rywalizacji olimpijskiej. Moim zdaniem takie stanowisko mogą podsuwać autorom tylko zawiść i jej bliźniacza siostra głupota, zmieszane ze świadomością, że na tym forum można bezpiecznie napisać każdą bzdurę, gdyż zachowuje się anonimowość.

Nie zdajemy sobie jeszcze sprawy jak bardzo będzie nam brakowało Agnieszki Radwańskiej w następnych sezonach. Ale na pewno jeszcze za nią zatęsknimy.

Na koniec obiecana anegdota i znak zapytania:
Po II wojnie światowej armia Polski Ludowej cierpiała na dotkliwy brak oficerów. (Przyczyny tego stanu rzeczy są powszechnie znane i zbyt poważne, by się nad nimi rozwodzić na tym żartobliwym forum). Władze komunistyczne, chcąc przyspieszyć rekrutację do wojska, zaśmiecały wtedy polskie miasta i wsie wielkimi plakatami z dwuwierszem:

"Nie matura lecz chęć szczera
Zrobi z ciebie oficera"

A tak zwana "czarna reakcja", do której należało mniej lub bardziej otwarcie 90% narodu, dopisywała:

"Nie pomogą dobre chęci,
Z gówna bicza nie ukręci".

Dlaczego ten tekst przypomina mi się zawsze wtedy, kiedy u progu nowego roku czytam wywiady z trenerami polskiej kadry w piłce nożnej, zapowiadającymi żonglerkę składem reprezentacji?
 
 
.. Andrzej Ronikier
 

ARCHIWUM FELIETONÓW

POLEĆ TEN ARTYKUŁ ZNAJOMYM Z FACEBOOKA
,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,, ,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,
 


 

 


BIULETYN POLONIJNY, Postal Box 13, Montreal, Qc H3X 3T3, Canada; Tel: (514) 336-8383 fax: (514) 336-7636, 
Miesięcznik rozprowadzany bezpłatnie wśród Polonii zamieszkującej obszar Montrealu i Ottawy. Wszelkie prawa zastrzeżone.