.
Spotkania z przeszłością ....ANDRZEJ LESZCZEWICZ...........................
Felieton sportowy ....JERZY DUŃSKI


 Spotkania z przeszłością
.
Osadnictwo niemieckie w Polsce (3)

Akcje kolonizacyjne podejmowane w sąsiedniej austriackiej Galicji, którym przyświecały cele zarówno polityczne (germanizacja), jak i "pedagogiczne" (osadnicy mieli być nauczycielami gospodarności), również kończyły się fiaskiem. Profesor lwowski Baltazar Hacquet (Francuz z pochodzenia) pisał: "Ta obca kolonizacja, szkodliwa dla kraju i monarchy, kosztowała już przeszło dwa miliony. Nigdy z niej rząd nie będzie miał korzyści [...]". Niepowodzenia akcji osiedleńczej należy upatrywać głównie w nieudolności administracji, której przekupni urzędnicy pobyt w Galicji traktowali często jako zesłanie lub sposób na szybkie wzbogacenie się. Opór wobec zaborczej władzy, reprezentowanej przez tych urzędników, był powszechny nie tylko wśród polskiego chłopstwa, ale także wśród inteligencji i mieszczaństwa.  Niemieckich napływowych osadników określano mianem "darmozjadów i prześladowców nieszczęśliwych krajowców". W tej sytuacji nie dziwi fakt bezprzykładnego - jeśli chodzi o skalę i jakościowy wymiar zjawiska - polszczenia się napływowego elementu etnicznego. 

Zabór rosyjski, który obejmował ponad 80% terytorium Rzeczpospolitej przedrozbiorowej, także był objęty szeregiem akcji kolonizacyjnych. Na teren Kongresówki nieprzerwanie napływali niemieccy osadnicy, zachęcani liberalna polityką emigracyjną i podatkową oraz licznymi przywilejami oferowanymi przez władze rosyjskie. Również polscy ziemianie prowadzili działalność propagandowo-werbunkową w sąsiednich Prusach, zachęcając do osiedlania się na ich włościach. Wśród imigrantów znaczny odsetek stanowili rzemieślnicy związani z przemysłem włókienniczo-sukienniczym, którzy walnie przyczynili się do powstania "Manchesteru Wschodu" - przemysłowej Łodzi, tak doskonale opisanej przez Władysława Żeromskiego w jego "Ziemi obiecanej".. 

Procesy asymilacyjne wśród ludności niemieckiej przebiegały bardzo szybko. Długa jest lista wybitnych Polaków niemieckiego pochodzenia (lub "spolszczonych Niemców"), którzy mieszkali na terenie zaboru rosyjskiego - wymieńmy choćby generała Józefa Bema (bohatera powstania listopadowego, potomka niemieckich osadników ze Śląska), Bogumiła Lindego (wybitego polskiego leksykografa), Joachima Lelewela (historyka), Oskara Langego (etnografa) czy Karla Scheiblera, "ojca Łodzi".  Odwiedzający Warszawę w 1876 roku niemiecki dziennikarz Fritz Wernick pisał: "Często spotkać można ludzi noszących niemieckie nazwiska, którzy lubo jeszcze mówią i rozumieją po niemiecku, już myślą i czują po polsku. Środowisko niemieckie w Warszawie nie jest tak mocno związane ze swoją historią kulturą [...], a jeśli już który Niemiec zagnieździ się tu na stałe, gdy urzekną go ogniste i głębokie oczy jakiejś Polki,  dopiero wtedy on lub syn wrasta na zawsze w społeczeństwo polskie, zżywa się z tutejszym życiem duchowym i towarzyskim". 

Odrodzenie się państwa polskiego w 1918 roku zupełnie zmienia status niemieckiej ludności zamieszkującej nasze ziemie. Na mocy postanowień traktatu wersalskiego Polska przejęła od Niemiec Wielkopolskę, Pomorze oraz część Górnego Śląska, na terenie których zamieszkiwało około 75% Niemców polskich.  Polityka wobec mniejszości narodowych stanowiła jeden z najtrudniejszych problemów, przed którymi stanęło odrodzone państwo. Z 27 milionów jego obywateli aż 8 milionów zadeklarowało  przynależność do narodowości innych niż polska. Po Ukraińcach, Żydach i Białorusinach Niemcy stanowili dopiero czwartą co do wielkości mniejszość narodową w kraju. Szok spowodowany utratą uprzywilejowanej pozycji oraz  obawy co do przyszłości spowodowały masowy exodus ludności niemieckiej, który trwał do roku 1926. Opuściło Polskę w ten sposób prawie milion osób, co stanowiło niemal połowę stanu liczebnego mniejszości niemieckiej. Ci, którzy pozostali w kraju, włączyli się bardzo aktywnie życie polityczne, uzyskując w wyborach do Sejmu w 1928 roku 21 mandatów poselskich i 5 senatorskich, a także tworząc szereg prężnie działających organizacji, które otrzymywały hojne wsparcie finansowe z Niemiec. Restrykcyjna polityka, jaką państwo polskie prowadziło wobec mniejszości niemieckiej zaowocowała jej wewnętrzną konsolidacją, co w efekcie spowodowało jej alienację i coraz częstsze ideologiczne identyfikowanie się z Rzeszą. 

II wojna światowa skonfrontowała ze sobą Niemców i Polaków w sposób zupełnie bezprecedensowy. Wraz z wojskami Wehrmachtu napłynęły do Polski setki tysięcy urzędników administracji okupacyjnej, a charakter wzajemnych stosunków został zdegradowany przez ideologię nazistowską do relacji między niemieckim "narodem panów" i polskich "podludzi". Liczba ludności niemieckiej w okupowanej Polsce wynosiła ok. 2,3 miliona osób, co stanowiło prawie trzykrotny wzrost w stosunku do stanu sprzed września 1939 roku. Sprowadzono 750 tysięcy Niemców z Rzeszy i około 800 tysięcy Niemców etnicznych z zajętych terenów Europy środkowowschodniej, krajów nadbałtyckich oraz  Rosji. Ci ostatni, tak jak i Niemcy polscy, byli traktowani jako obywatele drugiej kategorii i podlegali różnego rodzaju ograniczeniom administracyjnym oraz procedurom weryfikacyjnym - co nie wpłynęło jednak na poprawę jej stosunku do podbitej ludności polskiej. Eksterminacyjna polityka III Rzeszy wobec Polaków oraz walne poparcie, jakiego udzielili jej polscy Niemcy zaktualizowały na nowo (i na długo) stare porzekadło "Jak świat światem, nie będzie Niemiec Polakowi bratem", rzutując bezpośrednio na losy społeczności niemieckiej w Polsce po II wojnie światowej. 

W Polsce powojennej cieniem na wzajemnych stosunkach polsko-niemieckich kładzie się exodus ludności niemieckiej z uzyskanych ziem zachodnich i północnych. Wysiedlono z tych terenów ponad 3,5 miliona Niemców. Na miejscu pozostało ok. 1,1 miliona, którym w większości przyznano obywatelstwo polskie, stosując mniej lub bardziej dowolnie szereg procedur weryfikacyjnych. Pomimo politycznej woli stworzenia narodowo jednolitego społeczeństwa, istniała w powojennej Polsce etniczna mniejszość niemiecka, której liczebność określa się na ok. 200 tysięcy osób. Byli to tzw. uznani Niemcy, których zatrzymano ze względów gospodarczych do pracy m. in. w Wałbrzyskim Zagłębiu Węglowym, Żegludze Odrzańskiej czy PGR-ach. Przez pierwsze lata po wojnie stosowano wobec nich represyjne ustawodawstwo, będące często lustrzaną wersją niemieckiego ustawodawstwa okupacyjnego dla Polaków. W niektórych rejonach kraju (Górny Śląsk) utrzymało się ono aż do roku 1989. Od lat 50. władze PRL zezwalały osobom narodowości niemieckiej - także tym które wcześniej przyjęły obywatelstwo polskie - na wyjazdy do RFN i NRD, licząc na definitywne zlikwidowanie problemu mniejszości niemieckiej w Polsce.  Skorzystało z tej możliwości kilkaset tysięcy osób. 

Polityczny przełom lat 1989/90 przyniósł gruntowną zmianę w położeniu społeczności niemieckiej w Polsce. Organizacyjny rozkwit szeru niemieckich organizacji, ich obecność w mediach i na scenie politycznej, zaskoczyły swoją dynamiką i rozmiarami zjawiska polską opinię publiczną. Potencjał demograficzny niemieckiej mniejszości ocenia się rozbieżnie na 300 tysięcy do 1 miliona osób. Większość zamieszkuje  Opolszczyznę, gdzie w wielu gminach wprowadzono niemiecki jako język pomocniczy oraz zastosowano dwujęzyczne, polsko-niemieckie nazewnictwo miast i wsi. 

Na zakończenie warto przytoczyć słowa Tadeusza Mazowieckiego, który wznosząc toast za Helmuta Kohla podczas jego wizyty w Warszawie powiedział "Historia stosunków polsko-niemieckich legitymuje się tysiącletnią metryką. Były w niej konflikty i starcia zbrojne, [...] były w niej także długie okresy pokojowego współżycia, sąsiedzkiej współpracy, wspólnego tworzenia cywilizacyjnego dorobku naszego kontynentu. Jeśli mówi się o tym zbyt mało, to dlatego, że na tę lepszą cząstkę polsko-niemieckiej przeszłości [...] rzuciły cień czasy najnowsze. [...]. Nie da się tego wymazać z historycznej pamięci, niech w niej pozostanie potomnym ku przestrodze. Zarazem jest naszą intencją i zadaniem - sądzę, że wspólnym - by ten cień ostatecznie i nieodwołalnie przekroczyć." 
 

Andrzej Leszczewicz

...
.
 Biuletyn sportowy
.
Jest rzeczą oczywistą, że dzisiejszego przekazu wiadomości nie można zacząć od czegoś innego, jak od piłki nożnej. Poczynając od roku 1930 co cztery lata rozgrywane są mistrzostwa świata. Ze względu na II Wojnę Światową nie odbyły się w 1942 i w 1946 r. W okresie dwuletnim poprzedzającym finały odbywają się eliminacje. Na placu boju zostają 32 drużyny, spośród których wyłoniony zostanie zespół mistrzowski. W tym roku po raz pierwszy organizację mundialu (bo taka nazwa przyjęła się dla mistrzostw świata) powierzono krajowi afrykańskiemu - jest nim Republika Południowej Afryki. Rozgrywki rozpoczęły się 11 czerwca i toczą się w 9 miastach: Johannesburg, Cape Town, Durban, Port Elizabeth, Tshwane (Pretoria), Rustenburg, Polokwane, Mangaung (Bloemfontein), Nelspruit. W sumie rozegrane zostaną 64 spotkania, w tym mecz finałowy w niedzielę 11 lipca na stadionie Soccer City w Johannesburgu. 
 Jak do tej pory (niedziela 20 czerwca) wszystko przebiega zgodnie z planem, bez jakichkolwiek przejawów chamstwa czy chuligaństwa. Agencje prasowe doniosły o jednym przypadku pojawienia się rozrabiaczy. Policja w Buenos Aires przekazała władzom Johannesburga listę 800 kiboli znanych z dotychczasowych "występów" na arenie argentyńskiej. Policja południowo-afrykańska odmówiła im prawa wjazdu i 10 z nich deportowała do sąsiedniej Angoli. 
 Czy zanotowaliśmy jakieś niespodzianki? Naiwne pytanie! Czym byłby sport bez niespodzianek? Pierwsza, to 1: 1  tzw. pewniaka,  czyli Anglii, z uważaną za słabeusza ekipą USA. To jeszcze nie koniec, bo następnego pojedynku Anglicy również nie wygrali uzyskując zaledwie bezbramkowy remis z niedocenianą jedenastką Algierii. Jeszcze jeden remis Anglików ze Słowenią i szybki powrót do Londynu. 
 Zanim rozpoczął się tegoroczny mundial bookmacherzy opublikowali swoje przewidywania odnośnie tego, kto zostanie mistrzem świata. Pierwsze miejsce zajmuje bezapelacyjnie Brazylia, na drugim jest Hiszpania, a potem idą Niemcy, Argentyna, Włochy, Francja - dokładnej kolejności nie pamiętam. W każdym razie, w swoim inauguracyjnym występie faworyzowani Hiszpanie nie popisali się przegrywając ze Szwajcarią 1:0. To jest autentyczna sensacja, to coś takiego, jak u Gałczyńskiego w "Balladzie o mrówkojadzie". Szwajcarzy znani są z porządku, punktualności kolei, dobrych zegarków i solidności w sprawach bankowych, ale nigdy nie byli zaliczani do piłkarskich potęg. Albo Niemcy. Najpierw roznoszą Australię 4:0, poczem przegrywają z Serbią 0:1 w meczu, w którym obydwaj "polscy Niemcy" pokazali się z nie najlepszej strony, bo Łukasz Podolski przestrzelił karnego, a Mirosław Kloze dostał czerwoną kartkę. 
 W piątek 25 czerwca będziemy znali finałową szesnastkę. Pewne jest, że zanim to nastąpi czekają nas nowe niespodzianki. 
 A co w polskiej piłce? Lepiej byłoby o tym nie mówić, bo szkoda zdrowia, ale z obowiązku dziennikarskiego wypada odnotować, że drużyny Widzewa i Górnika Zabrze wróciły do ekstraklasy, a tydzień przed startem mundialu Hiszpanie rozegrali z Polską mecz towarzyski. Dla nich to było coś w rodzaju  rozgrzewki przed mistrzostwami, dla nas przymiarka na co nas stać, jakie mamy szanse w walce z silnym i wymagającym przeciwnikiem. Jest takie niezbyt piękne powiedzenie o kimś, komu się śnią wspaniałości, a tymczasem "obudził się z ręką w nocniku". To był właśnie nasz przypadek - Polska przegrała 6:0. Komentarza nie będzie.
...
Jerzy Duński

Powrót do góry...


2010 - Rok Chopinowski
///
Chopin  ze śpiewem ptaków
 

Gdy Chopin tworzył swoją muzykę w czasie długich, letnich pobytów w wiejskiej posiadłości George Sand, w Nohant, na pewno towarzyszył mu śpiew ptaków z ogrodu. Tak właśnie pomyślałam,  gdy słuchałam koncertu Piersa Lane, grającego w niedzielny wieczór w Podkowie Leśnej. Głosy ptaków łączyły się z muzyką fortepianu.       Podkowa Leśna, zatopiona w zieleni podwarszawska miejscowość, od pewnego czasu jest ważnym miejscem spotkań zarówno dla mieszkańców Podkowy, jak i warszawiaków. Centrum Kultury i Inicjatyw Obywatelskich prowadzone przez dyrektor Alinę Witkowską i jej ekipę doświadczonych współpracowników, mieści się w Pałacyku Kasyno. Wieczory muzyczne, filmowe, teatralne, wystawy historyczne i malarskie, letnie-zimowe warsztaty artystyczne, Uniwersytet Trzeciego Wieku - oto różnorodna oferta. Dużo i ciekawie dzieje się w Pałacyku Kasyno i warto o tym wiedzieć, rozgłaszać i uczestniczyć. 
Na Rok Chopinowski dyrektor Alina Witkowska przygotowała wraz z Pawłem Komasą trzydniowy festiwal pianistyczny "Chopin inspiracje 1810-2010". Udało im się zaprosić wyjątkowych wykonawców, a mnie udało się dotrzeć na koncert  Piersa Lane, pomimo kolejnej ulewnej burzy.  Ten australijski pianista mieszkający w Londynie, jest wirtuozem łączącym grę na fortepianie z umiejętnością opowiadania o muzyce, technikach gry, swoich fascynacjach muzycznych i podróżach. Niezwykle otwarty i hojny artysta. W ramach festiwalu przygotował program złożony z utworów Camille Saint-Saensa, Roberta Schumanna, Sergiusza Rachmaninowa i mniej znanych kompozytorów współczesnych. Wszystkich ich  inspirowała muzyka Chopina, co dostrzegalne jest w przestrzeni formalnej, technicznej i warsztatowej.  Cztery bisy dopełniły program wieczoru. Za oknem powoli cichła burza i odezwały się ptaki. Tak, jak to zdarzało się w Nohant, rozbrzmiewał fortepian, muzyka snuła swoją opowieść dla szczęśliwych wybrańców, którzy pojawili się w niedzielny wieczór w Podkowie Leśnej, w pałacyku zanurzonym w zieleni i  w dźwiękach. Duch Chopina wyczuwalny był w muzyce, w nastroju tego, jakże udanego ostatniego koncertu festiwalu "Chopin inspiracje 1810-2010". Tak, Chopin ciągle inspiruje i zachwyca.
Koniecznie trzeba odwiedzić  Żelazową Wolę - odnowioną, zrewitalizowaną, przygotowaną do Roku Chopinowskiego i czekającą na wszystkich, którzy kochają Chopina i śpiew ptaków.  W Żelazowej Woli, oddalonej od Warszawy o 50 kilometrów, w parku-ogrodzie, stoi biały dworek, w którym urodził się polski kompozytor. Dworek, odbudowany po wojnie, był raczej nieudanym muzeum wnętrz. Teraz  pokoje są puste, za to króluje w nich muzyka i kilka wyeksponowanych pamiątek, dokumentów i obrazów. Muzykę z płyt słychać w dworku, gdy zwiedza się wnętrza i na zewnątrz, w ogrodzie. To, co najważniejsze - kompozycje Chopina, stały się dominującym elementem tej przestrzeni historycznej. Park-ogród jest rozległy i imponujący. Zaciszne altanki, alejki wśród kwiatów i drzew, jeziorka-oczka, mostki przerzucone nad płynącą przez cały park rzeczką Utratą, to znakomity teren spacerowy. Można krążyć wśród drzew i alejek, oddalać się i przybliżać do muzyki płynącej z dworku. Muzyce nieustannie towarzyszy śpiew ptaków mieszkających wśród drzew. Rzadko spotykana  taka różnorodność ptasich głosów zachwyca równie jak dźwięki muzyki. Koncerty na żywo odbywają się w niedzielę i wtedy przyjemność spotkania z Chopinem i jego muzyką jest jeszcze większa. 
Warto zwiedzić również kościół w Brochowie, w którym Chopin był chrzczony. Kościół, oddalony o kilkanaście kilometrów od  Żelazowej Woli, jest historyczną budowlą z czerwonej cegły  w stylu  warownej gotyki, z murem i wieżami. Budowany był w czasach, w których wspomnienie niebezpieczeństwa  Krzyżaków łączyło religijne funkcje kościoła z chronieniem wiernych przed napaścią wrogów. Teraz odnowiony, wart jest odszukania wśród polnych dróg, by to tutaj właśnie zakończyć podróż śladami Fryderyka Chopina.
 

PEŁNIA

Niewątpliwie, czas związku z francuską pisarką George Sand był dla Fryderyka Chopina okresem pełni i dojrzałym etapem twórczości. Opieka, jaką roztoczyła nad nim pisarka, jej troska, miłość i zachwyt, oraz środowisko francuskich artystów-przyjaciół Sand, darzących Chopina podziwem, wszystko to osadziło kompozytora w bezpiecznych ramach, których potrzebował by tworzyć.
Po powrocie z Majorki do Paryża,  wynajęli apartamenty niedaleko siebie. Chopin cieszył się z powrotu, bo jak to ujęła George Sand -"na samopoczucie moralne Paryż jest dla niego dobry; nerwowe, jak on natury potrzebują wyrafinowanej cywilizacji". 
Sand miała  zwyczaj pisania nocą i rozpoczynania dnia około czwartej po południu. Wtedy to przychodził do niej Chopin, który od rana, w swoim apartamencie, dawał lekcje. W salonie pisarki bywał  Honore Balzac, malarz Delacroix, aktorka Maria Dorval, Paulina Viardot, słynna XIX wieczna śpiewaczka.  Związek Chopina z George Sand rozkwitał. "Najmilszy, najskromniejszy, najbardziej skryty z geniuszów. Bez jego doskonałej i delikatnej przyjaźni niejeden raz straciłabym ducha" - pisała w liście do brata pisarka. Spokojne i twórcze życie tych dwojga artystów uciszyło plotki na ich temat. Adam Mickiewicz, mianowany w 1841 roku profesorem katedry literatur słowiańskich w College de France, zapraszał oboje na swoje wykłady, po których szli do George Sand na nocne rozmowy, gdyż pisarka zafascynowana była polskim poetą, jak zresztą cała paryska elita intelektualna. Był to dobry czas , w którym w Chopinie dojrzewała muzyka o dramatycznej mocy, wyrafinowana i opanowana w formie. Najbliższe lata miały ujrzeć narodziny wielkich polonezów, barkaroli i największych arcydzieł .  Gdy lato 1841 roku spędzali  w majątku Sand, w Nohant: " Chopin dostał słoneczny pokój na pierwszym piętrze, z czerwono-niebieskimi chińskimi tapetami, z oknami wychodzącymi na ogród . Z jednej strony prowadziły z niego drzwi do małego pokoju obstawionego półkami pełnymi książek, do którego przylegała sypialnia George Sand, a z drugiej do pokoiku, do którego później Chopin wstawił swój fortepian." 
" Jadamy obiady na powietrzu - pisała Sand- powoli zaczynają zjawiać się przyjaciele, palimy, rozprawiamy, a wieczorem, kiedy odjadą, Chopin gra mi w mroku na fortepianie, po czym zasypia jak dziecko. Jego zdrowie robi cudowne postępy w Nohant. Kiedy tylko czuje w sobie trochę siły, jest wesoły, kiedy ogarnia go melancholia, rzuca się do fortepianu i komponuje piękne stronice." Latem 1841 roku taką "piękną stronicą" było Impromtu Fis-dur op. 36.  Gdy po powrocie z Nohant Chopin dał koncert w Paryżu ,  Balzac pisał: "Liszt jest Paganinim fortepianu, ale Chopin absolutnie go przewyższa. Posiada on wzmożony dar wyrażania liryzmu swej duszy".    Zaś niemiecki poeta Heinrich Heine tak oddał swój zachwyt: 
"Należy przyznać Chopinowi geniusz w najpełniejszym tego słowa znaczeniu. Jest on nie tylko wirtuozem, ale i poetą , potrafi objawić poezję, którą przeniknięta jest jego dusza. Jest on poetą tonów i nic nie może dorównać rozkoszy, jaką nas napawa, gdy zasiada do fortepianu i improwizuje. Nie jest wtedy ani Polakiem, ani Francuzem, ani Niemcem - zdradza wyższe pochodzenie. Wywodzi się z krainy Mozarta, Rafaela, Goethego - prawdziwą jego ojczyzną jest kraina poezji."
Po owocnych miesiącach roku 1842, Chopin i Sand znów spędzali lato w Nohant. Chopin wysłał  do Paryża takie oto zamówienie: "Przesyłam ci sto franków na rozmaite wydatki, z których najprzód odbierz sobie na szarawary, oddasz za komorne, zapłacisz bukieciarkę. Kupisz mi mydło benjoin na Faub. St.-Honore’, 2 pary rękawiczek szwedzkich (znajdziesz gdzie w szafie na miarę), flakon patchouli, flakon bouquet de Chantilly. W Palais Royal, w galanterii po stronie teatrów, prawie we środku, jest duży sklep galanterii, ma dwa okna z wystawami rozmaitych szkatuł, figlów i nicości, świecących, eleganckich i drogich. Tam się spytasz, czy nie mają rączki ze słoniowej kości do drapania sobie głowy - mała rączka, zakrzywiona zwykle, na czarnym kijku osadzona."
Dzięki sztuce epistolografii, listom pisanym przy każdej okazji przez artystów  romantycznych, możemy odtworzyć i wyobrazić sobie obraz zarówno życia codziennego epoki, jak i osobę piszącą list. Chopin - dandys dbający o siebie , lubiący otaczać się pięknymi, wyrafinowanymi przedmiotami, Chopin pachnący patchouli i bouquet de Chantilly, Chopin drobiazgowy, kapryśny, uroczy, nieznośny i nerwowy. Tym razem rozstańmy się z Chopinem żartobliwie,  wyobrażając go sobie w mroku pokoju z czerwono-niebieskimi chińskimi tapetami, w Nohant, w upalne lato 1842 roku, drapiącego się po głowie zakrzywioną rączką z kości słoniowej na czarnym kijku. 

Za miesiąc, kolejny rozdział  z życia Chopina, opowie Państwu -  Katarzyna Szrodt
 
 

Chopin i George Sand

Latem 1836 roku Fryderyk Chopin przyjął zaproszenie od dobrze mu znanego Franciszka Liszta, na wspólne spędzenie lata w Szwajcarii. Do muzyków dołączyła przyjaciółka i wielbicielka Liszta - George Sand. George Sand  to pseudonim artystyczny Aurory Dupin, pisarki, kobiety ekscentrycznej, niezależnej i wyzwolonej. Męski pseudonim, zwyczaj ubierania się w męskie garnitury, palenie cygar, sława poczytnej pisarki  i liczne romanse - to wszystko charakteryzowało tę wyjątkową kobietę. Wydawało się, że delikatny, elegancki i konwencjonalny Chopin i odważna artystycznie i obyczajowo Sand - są wykluczającymi się światami. Owego lata 1836 roku, cała grupa artystów zaproszonych przez Liszta, wędrowała po Szwajcarii  i przypominała bardziej cygański obóz niż  cenionych artystów. W jednym z hoteli Liszt wpisał się do księgi gości : "zawód- muzyk-filozof, przybył - z Niepewności, udaje się do - Prawdy." Chopin raczej z boku obserwował swoich ekstrawaganckich przyjaciół, ale to wtedy musiała zaciekawić go kobieta o czarnych oczach sfinksa i męskim stylu.  Po powrocie do Paryża towarzystwo nadal utrzymywało ze sobą kontakty. Przyjaciółka Liszta, Maria d’Agoult, stworzyła salon literacko-artystyczny, w którym grali Liszt, Chopin, Berlioz, a utwory swoje czytali Heinrich Heine, Adam Mickiewicz, George Sand.  W marcu 1837 roku George Sand napisała do przyjaciółki Liszta, Marii d’Agoult, ze swojej rezydencji w Nohant:
"Powiedz Mickiewiczowi, że moje pióro i mój dom są do jego dyspozycji, co poczytuję sobie za szczęście, powiedz Chopinowi, że go otaczam czcią bałwochwalczą, wszystkim Twoim ukochanym, że ich kocham i że będą mile widziani, jeśli ich sprowadzisz." " Chopin jest niezdecydowany - odpisała Maria d’Agoult- u niego tylko kaszel jest niezawodny."
Niespodziewanie, zamiast przyjąć zaproszenie do Nohant, Chopin zdecydował się na wyjazd do Londynu.  "Ale Angielki, ale konie, ale pałace, ale powozy, ale bogactwo, ale przepych, ale drzewa, ale wszystko, zacząwszy od mydła a skończywszy na brzytwach, wszystko nadzwyczajne"- pisał Chopin z Londynu do przyjaciół.  Po powrocie do Paryża artysta pogrążył się w melancholii. Angielski klimat pogorszył jego zdrowie. Z Polski otrzymał odmowę prośby o rękę Marii Wodzińskiej. Dla zamożnej szlachty Chopin nie był dobrą partią.  Aby ukoić żal i podreperować finanse powrócił do komponowania i koncertowania.  Po koncercie danym 25 marca 1838 roku w Rouen "Gazette Musicale" pisała : " Chopin dał wielki koncert wobec pięciuset słuchaczy. Wszyscy byli przeniknięci, poruszeni, upojeni. Dalejże, Chopinie. Dalej! Niech Cię ten triumf zachęci!  Nie bądź egoistą, udzielaj swego pięknego talentu wszystkim".
Po ponad rocznym niewidzeniu drogi George Sand i Chopina znów przecięły się wiosną 1838 roku, w salonie hrabiny Marliani w Paryżu. Zachęcony przytulną atmosferą salonu Marlianich Chopin dużo tam grywał. " Był ciepły wieczór i zapach ogrodu wdzierał się przez okna weneckie do jadalni. Chopin improwizował przez długie godziny w półmroku. Wrażenie, jakie wywarła na mnie ta krucha istota, zmieszało mnie i zbiło z tropu" - napisała  George Sand. Po tygodniu pisarka wracała do swojej rezydencji w Nohant zakłopotana i niespokojna. Napisała długi list do wspólnego przyjaciela jej i Chopina - Grzymały. Wyznała, że zakochała się w Chopinie. 
" Trwam w upojeniu. Ani jednej chmurki na tym czystym niebie, najmniejszego ziarnka piasku w tym jeziorze. Zaczynam wierzyć, że istnieją anioły przebrane w mężczyzn".
Odrzuciwszy w połowie napisaną powieść, zaczęła muzyczno-filozoficzny dramat "Siedem strun liry", w którym Duch Liry, symbolizujący Chopina, wykrzykuje : " Słuchaj głosu, który opiewa miłość, a nie głosu, który ją tłumaczy". Poprzedni kochanek George Sand, Mallefille, krążył rozszalały po Paryżu grożąc Chopinowi i Sand. Pewnej nocy udał się do mieszkania Chopina i udusiłby artystę, gdyby nie rozdzielił ich Grzymała. W tej sytuacji wyjazd z Paryża stał się konieczny. Wybór padł na Majorkę. Chopin pragnąc być za wszelką cenę z ukochaną kobietą, pożyczył pieniądze, wziął zaliczkę na prawie skończone preludia i załatwił wysyłkę fortepianu.  W październiku 1838 roku Chopin wyruszył śladami George Sand, która wcześniej wyjechała z córką i synem.  " Świeży jak róża i różowy jak rzodkiewka, zdrów, po czterech nocach spędzonych bohatersko w karetce pocztowej" - napisał Sand. Majorkanie byli zaskoczeni dziwnymi osobami - kobietą ubraną jak mężczyzna i palącą cygara, dwoma mężczyznami o długich włosach i dziewczyną ubierającą się i zachowującą jak chłopak. Nikt z nich nie bywał w kościele, byli podejrzani moralnie, a na dodatek  miało się wkrótce okazać, że jeden z mężczyzn jest chory na gruźlicę. Na razie Chopin był zachwycony: " Jestem w Palmie. Niebo jak turkus, morze jak lazur, góry jak szmaragd, powietrze jak w niebie. W dzień słońce, w nocy gitary i śpiewy po całych godzinach. Balkony ogromne z winogronami nad głową - słowem, przecudne życie." 

Niestety, nastąpiło załamanie pogody, rozpoczął się sezon deszczowy, co wpłynęło na zdrowie Chopina. Wezwani lekarze orzekli,  że ma gruźlicę i zgłosili ten fakt na policję. Zgodnie z prawem hiszpańskim, musieli zapłacić za odmalowanie domu i spalone meble. Przenieśli się do klasztoru kartuzów w Valldemosie, który wydawał się im najbardziej romantycznym miejscem na świecie. 
Jeśli tylko choroba pozwalała, Chopin pracował nad preludiami w swojej celi klasztornej z widokiem na palmy, cyprysy, pomarańcze. Na George Sand spoczywał ciężar opieki nad Chopinem, organizacja domowych zajęć, dokształcanie dzieci i codzienne wywiązywanie się ze zobowiązań wobec wydawcy nowej powieści. Miejscowi ludzie nie darzyli przybyszy sympatią. Plotkowali, że George Sand śpi w ciągu dnia, a pisze nocą paląc cygara i pijąc ogromne ilości kawy. Powoli narastał coraz większy antagonizm. Wieśniacy żądali coraz większych pieniędzy za żywność. Nawet lekarze wzywani do Chopina żądali więcej niż najlepsi specjaliści w Paryżu. Wraz z początkiem 1839 roku przyszła chwilowa odmiana. Nadejście pianina zbiegło się z pojawieniem wiosny i poprawą stanu zdrowia Chopina. Artysta zabrał się do pracy - wykończył cztery preludia, napisał dwa nowe polonezy, balladę f-dur op.38. Jednak w lutym nagle zapadła decyzja powrotu : "Jeszcze miesiąc, a umarlibyśmy w Hiszpanii i Chopin i ja, on z melancholii i wstrętu, ja z gniewu i oburzenia. Zranili mnie w najczulsze miejsce, nigdy im tego nie wybaczę, i jeśli będę o nich pisać, to żółcią." Wspominając Majorkę George Sand będzie odnosić się z arogancją i pogardą do jej mieszkańców. 
To dopiero przyszłe pokolenia wyprawę na Majorkę Chopina i Sand zinterpretują jako romantyczną przygodę kochanków. Powrót do Paryża otworzył drugi rozdział we wspólnym życiu artystów. 

Ale o tym już w następnym numerze opowie Państwu - Katarzyna Szrodt.
 

Chopin na emigracji 

11 października 1830 roku  Fryderyk Chopin dał ostatni publiczny koncert w ojczyźnie. Grał swój koncert e-moll i fantazję na tematy polskie. Koncert został bardzo dobrze przyjęty, chociaż  Warszawa w tym momencie  żyła głównie nastrojami politycznymi . 25 października artysta poszedł pożegnać się z Konstancją Gładkowską. Wpisała mu do albumu wiersz kończący się słowami :
"Mogą Cię obcy lepiej nagrodzić, ocenić,
Lecz od nas kochać mocniej pewno Cię nie mogą".
Po latach Chopin dopisał ołówkiem - "Mogą". 
 Już w Wiedniu dotarła do Chopina wieść o wybuchu powstania listopadowego w Warszawie. Zaczął się dla artysty trudny czas - martwił się o rodzinę i przyjaciół, nie mógł powrócić do bliskich, bo Austriacy zamknęli granice, nie grał żadnych koncertów w Wiedniu, co oznaczało kłopoty finansowe.  Czas spędzał z rodakami przebywającymi w Wiedniu, na omawianiu wieści z walczącej Warszawy i oczekiwaniu na listy od bliskich.  W jednym z listów do przyjaciół  tak pisał o swoim rytmie życia: " wracam z miasta, gram, płaczę, czytam, patrzę w pustkę, idę spać, gaszę świecę i śnicie mi się zawsze". Niepewność, co do dalszego biegu wydarzeń w Polsce, jak i pogłoski o rewolucji i zamieszkach w innych krajach Europy, wpłynęły na to, że Chopin pozostał w Wiedniu osiem miesięcy zamiast planowanych dwóch. To w Wiedniu napisał Valsce Brillante (op.18) i pięć Mazurków (op.7). Rozbity i niepewny co do przyszłości, w lipcu 1831 roku, artysta zdecydował się wyruszyć do Paryża. Po drodze zatrzymał się w Monachium, gdzie dał koncert w Sali Towarzystwa Filharmonicznego. Recenzja w miejscowej gazecie wychwalała "wspaniałą wirtuozerię, doskonałą technikę, uroczą delikatność wykonania". Do Paryża przybył Chopin we wrześniu 1831 roku. Wynajął mieszkanie  przy  Boulevard Poissonniere 27 na czwartym piętrze - "Nie uwierzysz , jak ładnie mieszkam - pisał do przyjaciela - mam pokoik ślicznie mahoniowo umeblowany, z gankiem na bulwary,  z którego widzę od Montmarte do Panteonu i wzdłuż cały piękny świat." Od września zaczęli napływać do Paryża byli powstańcy, dołączyli do Chopina jego dawni koledzy szkolni Antoni Wodziński i Julian Fontana. Tutaj również pojawili się wielcy poeci Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Ignacy Krasiński, których patriotyczne utwory lub postawa, naraziły na represje w kraju i konieczność emigracji. Pomimo trudnych nastrojów cieszył Chopina Paryż ze względu na muzykę : " Kontent jestem z tego, com tu zastał. Mam pierwszych w świecie muzyków i pierwszą w świecie operę". 
 Paryski debiut artysty odbył się 26 lutego 1832 roku w Sali Pleyela. Uczestnik koncertu, Antoni Orłowski, napisał do rodziny: "Drogi nasz Fryderyk dał koncert , który przyniósł mu wielką reputację i trochę pieniędzy. Wszystkich tutejszych fortepianistów zabił na śmierć, cały Paryż ogłupiał". W "Revue Musicale" napisano : " Ale oto zjawia się młody człowiek, który, ulegając swym osobistym wrażeniom i nie naśladując nikogo, znalazł jeśli nie sposób całkowitego odnowienia muzyki fortepianowej, to przynajmniej  cząstkę tego, czego od dawna na próżno szukamy w sztuce, a mianowicie obfitość oryginalnych pomysłów, jakich nie napotyka się nigdzie indziej". Nazajutrz po koncercie odwiedził go wydawca i zaproponował kupno wszystkich utworów, które Chopin ma w tece, wypłacając zadatek za dwa koncerty.  Nim upłynął rok , ze wszystkich stron kompozytor otrzymywał zaproszenia z propozycją koncertowania lub udzielania lekcji. W liście do bliskich Chopin pisał :           " Wszedłem w pierwsze towarzystwa, siedzę między ambasadorami, książętami, ministrami, a nawet nie wiem, jakim cudem, bom się sam nie piął. Pięć lekcji mam dzisiaj dać. Myślisz, że majątek zrobię; kabriolet więcej kosztuje i białe rękawiczki, bez których nie miałbyś dobrego tonu".
Spokojny czas spędzony w Paryżu i osiągnięty sukces pozwoliły Chopinowi umocnić się finansowo  i nabrać pewności. Artysta rozwinął swój własny styl gry, który teraz nie przypominał żadnego innego. Był w tym wdzięk, oryginalność, swoboda, poezja, absolutna czystość gry - doskonałość pod każdym  względem. Nie widać było żadnego wysiłku, żadnej trudności. "Jego delikatna i szczupła ręka obejmowała szerokie partie klawiatury i skakała po niej z bajeczną lekkością"- zauważył inny pianista. " W jego postawie tyle było dystynkcji, a jego maniery nosiły takie piętno dobrego wychowania, że traktowano go jak księcia. Chopin wszystkim kobietom zawraca w głowie, a w mężczyznach zazdrość wznieca. Jest on teraz w modzie i niedługo świat ujrzy rękawiczki a’ la Chopin. Tęsknota tylko do kraju niekiedy go trawi.."
U szczytu sławy, jesienią 1836 roku, w paryskim salonie hrabiny d'Agoult, w Hotel de France, Fryderyk Chopin poznaje George Sand. Ale o tym słynnym, romantycznym związku dwóch wyjątkowych osobowości - za miesiąc opowie Państwu Katarzyna Szrodt.
 

2010 - Rok Chopinowski

W 2010 roku świat artystyczny uczci 200-tną rocznicę urodzin Fryderyka Chopina. Rok Chopinowski znalazł się na prestiżowej liście rocznic obchodzonych pod auspicjami UNESCO. Ten jubileusz polskiego kompozytora jest okazją  do przypomnienia twórczości Chopina i jej  nowych  interpretacji,  szansą pokazania Fryderyka Chopina jako osobowości artystycznej na tle swojej  epoki,  człowieka  wybitnego w kontekście historii Polski i Francji I poł. XIX wieku.

Chopin i jego dzieło od lat stanowią inspirację dla różnych dziedzin sztuki - muzyki, literatury, filmu, teatru, sztuk plastycznych.  Tegoroczny jubileusz da szansę pokazania Chopina młodemu pokoleniu, pozwoli poszerzyć wiedzę o Chopinie i jego czasach, ale przede wszystkim nasyci nas dużą dawką muzyki.

W Polsce już od dłuższego czasu trwały przygotowania do Roku Chopinowskiego. Powołany Komitet Obchodów Roku Chopina koordynował inicjatywy związane z jubileuszem. W Muzeum Fryderyka Chopina w Zamku Ostrogskich na Powiślu w Warszawie stworzono muzeum biograficzne o nowym kształcie. W pobliżu Muzeum Chopina wybudowano nowoczesny budynek z przeznaczeniem na Centrum Chopinowskie mieszczące ośrodek informacji, bibliotekę, fonotekę, księgarnię i siedziby organizacji i fundacji chopinowskich. Rodzinny dworek Chopinów w Żelazowej Woli poddany został rewitalizacji i w okolicy poszerzono bazę turystyczną.

Rok Chopinowski w Polsce rozpoczął się 7 stycznia  koncertem inaugurującym  w Filharmonii Narodowej z  udziałem specjalnego gościa - pianisty chińskiego Lang Langa. Od 22 do 28 lutego, w ramach  Tygodnia  Urodzinowego,   zaplanowana jest seria koncertów z udziałem światowej czołówki pianistów. Festiwal "Chopin i jego Europa" obejmie w sierpniu koncertami całą Polskę i stolice europejskie. Wreszcie jubileuszowy  XVI Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina w tym roku uświetniony zostanie wyjątkowym składem jury i występami znakomitych pianistów. 

Obchody Roku Chopinowskiego współtworzy, oczywiście,  i  Francja,  kraj, z którym Chopin związany był zarówno pochodzeniem ojca jak i zamieszkaniem od 1831 roku do  śmierci. W corocznym festiwalu muzycznym La Folle Journee w Nantes nad Loarą zaplanowano imprezy o zasięgu międzynarodowym. Muzyka Chopina  poza Nantes i Paryżem  zabrzmi w  Bilbao, Rio de Janerio, Tokio. Goście La Folle Journee zagrają również w Teatrze Wielkim, Filharmonii Narodowej i Teatrze Narodowym w Warszawie. W Cite Nationale de l'Histoire de l'Immigration w Paryżu,  na październik przygotowywana jest wystawa, we współpracy z Instytutem Adama Mickiewicza, o historii emigracji polskiej do Francji. Ważną  część  wystawy stanowi  okres Romantyzmu i życie Chopina. 

Na mapie imprez Roku Chopinowskiego nie zabraknie również Montrealu. Większość imprez odbędzie się pod egidą Konsulatu RP i Konsula Generalnego Tadeusza Żylińskiego. Konsulat RP sponsoruje koncert McGill Chamber Orchestra z solistą Janem Lisieckim, który 3 maja zagra dwa koncerty fortepianowe Fryderyka Chopina pod dyrekcją Borisa Brotta. Na zaproszenie Polskiego  Instytutu Naukowego, przy wsparciu finansowym Konsulatu RP, gościć będzie na jesieni wybitny pianista Janusz Olejniczak. Również jesienią, znany jazzman Jan Jarczyk  zaprezentuje, z zaproszonymi z Europy muzykami, specjalny jazzowo-chopinowski program.  W planach Konsula Żylińskiego jest zaproszenie, ze specjalnym programem z motywami chopinowskimi, znanej polskiej piosenkarki jazzowej Anny Marii Jopek. Jeśli tylko plany koncertowe w Toronto i Nowym Yorku pozwolą, ta niezwykle ciekawa artystka wraz z zespołem da koncert w Montrealu. Większość  imprez muzycznych i literackich  Roku Chopinowskiego odbywać się będzie na terenie Konsulatu oraz w wynajętej  stylowej sali w Musee du Chateau Dufresne. Mały festiwal  filmów o Chopinie i konkurs wiedzy o życiu i dziele Fryderyka Chopina będą dopełnieniem wydarzeń muzyczno-literackich .
Oby jak najwięcej ciekawych artystycznie imprez przybliżyło nam osobę i muzykę Chopina. Bo nie Chopin potrzebuje nas, to my potrzebujemy Chopina i jego pełnej poezji i piękna muzyki. 


"RODEM WARSZAWIANIN, SERCEM POLAK, A TALENTEM ŚWIATA OBYWATEL" - tak napisał o Fryderyku Chopinie 18.X.1849 roku , w nekrologu w "Dzienniku Polskim", Cyprian Kamil Norwid. Chociaż Chopin zmarł w Paryżu, to zgodnie z wolą artysty, siostra jego zabrała serce zmarłego do Polski. Umieszczono je w filarze kościoła  Świętego Krzyża na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. 

Rok Chopinowski skłania do wspomnień, do odświeżenia wiedzy o życiu i dziele Chopina, jak również  do przypomnienia epoki romantyzmu, w której  żył kompozytor. 

Fryderyk Chopin urodził się w 1810 roku w Żelazowej Woli. Istnieje rozbieżność co do dnia urodzin - niektóre dokumenty notują 22 lutego, w innych jest data 1 marca. Geniusz ma prawo rodzić się przez tydzień.  Wychodząc z tego założenia, w Polsce zorganizowany został Tydzień Urodzinowy, w trakcie którego rozbrzmiewać będzie muzyka Chopina w wykonaniu najwybitniejszych pianistów przybyłych  z różnych stron świata.

 Mały Fryderyk rozpoczął naukę gry na fortepianie w wieku sześciu lat. Rok póżniej  skomponował swoje pierwsze utwory: Polonez B-dur i Polonez G-moll. Mając osiem lat Fryderyk dał  w Warszawie pierwszy koncert. Tak opisał młodego Chopina  gość jednego z koncertów, poeta Bohdan Zaleski : "Chopin wesoły, młodziuchny, którego też wszyscy zwaliśmy Szopenkiem, wygrywał przed nami cudne swe utwory. Genialnego umysłu, bystry, dowcipny, czuły igrał ze sztuką, panował nad nią. Oczarował słuchaczów samorodną bujnością polskiego rytmu i melodii." Mając szesnaście lat Chopin podjął naukę kompozycji u Józefa Elsnera - cenionego kompozytora i pedagoga, w warszawskiej Szkole Głównej Muzyki, wchodzącej w skład Uniwersytetu Warszawskiego. Po trzech latach profesor Elsner wydał opinię o swoim studencie: "Szopen Fiderik - szczególna zdolność, geniusz muzyczny."  Chopin uczęszcza również na wykłady z literatury powszechnej i polskiej, poznaje środowisko młodych humanistów, pokolenie przyszłych romantyków z Maurycym Mochnackim i Stefanem Witwickim na czele.  Sam Chopin uchodził już wtedy za uosobienie twórcy par excellence romantycznego. Zafascynowany folklorem polskim wplatał wątki pieśni ludowych do swoich kompozycji . Głęboko przejmował go los Polski i swój patriotyzm potrafił wyrazić w muzyce. Stefan Witwicki tak radził  przyjacielowi  - "Obyś tylko ciągle miał na uwadze: narodowość, narodowość i jeszcze raz narodowość… Góry, lasy, wody, łąki, mają  swój głos rodzinny, wewnętrzny, choć go nie każda dusza pojmie. Szukaj melodii krajowych i słowiańskich, jak mineralog kamieni i kruszców po górach i polach." Zaś Maurycy Mochnacki - sam świetny pianista wirtuoz i krytyk muzyczny, tak ujął fenomen Chopina: " Ziemia, która mu życie dała, swoim śpiewem działała na usposobienie muzyczne i przebiła się w utworach tego artysty. Niejeden dźwięk jego tonów wydaje się jakby odbiciem naszej narodowej harmonii, echem naszych pól i lasów, piosenek wieśniaka polskiego." Choroba płuc, która od wczesnej młodości męczyła artystę, wymagała licznych wyjazdów na wieś, co stało się dla Chopina zarówno źródłem sił witalnych, jak i twórczych. Przysłuchiwał się pieśniom, brał udział w dożynkach, tańczył obertasa i grał na basetli, co barwnie opisał w jednym z listów do rodziny. Po latach, te inspiracje z ludu wzięte , geniusz  artysty przetransponował na mazurki, polonezy, krakowiaki, walce - wyżyny artystycznego kunsztu, nową , romantyczną formę muzyczną.
Chopin dużo i chętnie podróżował po Polsce - "dyliżansem dla spróbowania sił". Jeździł na wypoczynek, odwiedzał rodzinę i przyjaciół, zwiedzał ciekawe miejsca, brał udział w koncertach.  W pierwszą podróż zagraniczną udał się do Berlina, by zapoznać się z tamtejszym życiem muzycznym. Porównanie Berlina z warszawskimi wydarzeniami artystycznymi nie wypadło źle , gdyż Warszawa I poł. XIX wieku przyciągała licznych artystów. Występowała tu często słynna w Europie pianistka Maria Szymanowska, wszystkich zachwycił swoją wirtuozerią  geniusz skrzypiec Niccolo Paganini. Oprócz Teatru Narodowego życie muzyczne skupiało się w salonach artystów i arystokratów. Salon państwa Chopinów był znanym w stolicy miejscem. Gromadził się tu , we frontowej oficynie Pałacu Krasińskich, "najlepszy muzykalny świat". To  tutaj często koncertował Chopin i po raz pierwszy wykonywał swoje utwory. Wariacje B-dur na temat duetu z opery Mozarta "Don Giovanni" na fortepian i orkiestrę, dedykował przyjacielowi Tytusowi Woyciechowskiemu. Gdy utwór ten usłyszał Robert Schumann - wybitny niemiecki kompozytor romantyczny, napisał : 
"POCHYLCIE CZOŁA, PANOWIE, OTO GENIUSZ"

Dziś, w 2010 roku obchodzimy, oprócz jubileuszu Chopina,  również 200-lecie urodzin Roberta Schumanna.  Oto jak splatają się losy ludzi, dzieła i wydarzenia.

-----------------------------------------------------------------------------------------
 

 

.......
.........
KĄCIK POETYCKI
 

"Lato w Aylmer"

 z tęczy barw  natury  bukietu
lato kolorami  sypie

 ciepłym oddechem rozsiewa
woń kwitnącego  ziela

 promykami słońca zagląda
prosto w oczy przechodniom

 wysłuchuje treli kardynała
lub pogawędek  blu-joya

 dzieciarni na plaży pałace 
piaskowe budować pozwala

 dmucha w otwarte ramina żagli 
rozpietych  na  Ottawie 

 na miejskich trawnikach wypasa 
kaczki i gęsi kanadyjskie 

 wygania zapachem trawy 
z ziemnych labiryntów gryzonie

 kiedy indziej  odziane w prochwiec
rozkazuje otwierać parasole

 jednak zawsze  ciepłe w dotyku
cieszy nas  swoim   istnieniem...... 
 

Ewa Starowicz
 
 
 


 

FIGLATNE LISTKI
LIPIEC - CANCER

Sen
Przeżyjmy wspólnie sen nocy letniej!
(Ja go czuwaniem z panią uświetnie!)

Po spływie
Był spływ, był biwak – 
letnia przygoda.
Niech to nie spływa
po nas jak woda!

Trutnie i pszczółki
Zatruwają życie trutnie,
lecz bez trudni pszczółkom smutniej.
 
 
 
 
 


Porady prawne i imigracyjne
 

"Trudności w programie punktowym"

Federalny program dla pracowników wykwalifikowanych (Federal Skilled Worker Program) umożliwia imigrację pracownikom zza granicy, którzy posiadają odpowiednie wykształcenie wyższe, doświadczenie zawodowe, znajomość języka angielskiego i/lub francuskiego, odpowiedni wiek oraz zdolność do zaadoptowania się w nowym środowisku.  W każdej z tych kategorii wnioskujący dostaje punkty. Według powszechnego mniemania uzyskanie przynajmniej wymaganych 67-miu punktów gwarantuje pozytywną decyzję czyli otrzymanie pobytu stałego, ale czy jest tak w rzeczywistości?  Niestety nie.

Uzyskanie wymaganych punktów nie zda się na nic, jeśli na przykład, zawód wnioskującego nie znajduje się na liście zawodów pożądanych przez Kanadę (liste tę można znaleźć na stronie internetowej Ministerstwa Imigracji; zawiera ona 37 profesji).  Innymi słowy, jeśli osoba wnioskująca jest wykształcona, posiada świetną znajomość języka urzędowego oraz ma długoletne doświadczenie zawodowe ale nie w zawodzie pożądanym przez Kanadę nie zakwalifikuje na ten program.  Jedynym wyjściem w takiej sytuacji jest otrzymanie oferty pracy wystosowanej przez kanadyjskiego pracodawcę. Oferta, choć trudna w uzyskaniu (musi ona "przejść" przez Urząd Zatrudnienia) dramatycznie zwiększa szanse na pozytywne rozpatrzenie aplikacji. Celowo piszę w tym miejscu, że "zwiększa" szanse a nic nie gwarantuje, gdyż decyzja zależy od oficera imigracyjnego. 

Oficer imigracyjny może podjąć negatywną decyzję według własnego uznania jeżeli dana osoba nie udowodni, że jest w stanie zaadoptować się do życia w Kanadzie. Dlatego bardzo ważne jest tutaj profesjonalne przygotowanie aplikacji, żeby nie pozostawić żanych wątpliwości urzędnikowi.  Doświadczony doradca imigracyjny będzie w stanie przygotować odpowiednie uzasadnienia poparte właściwą dokumentacją. Jeden z moich klientów uzyskał ostatnio 88 punktów, więc na pewno można te punkty dostać, ale jedynie na podstawie dokumentów, certyfikatów językowych itd.

Trudności w zakwalifikowaniu się na program punktowy napotka również osoba, która pomimo posiadania oferty pracy potwierdzonej przez Urząd Zatrudnienia (za którą przyznaje się aż 15 punktów) ciągle nie osiąga ich magicznej sumy w końcowym rachunku.  Przykładem może być na przykład osoba wykształcona w zawodzie spawacza.  Spawacze nie uzyskują odpowiedniej ilości punktów, ponieważ z reguły nie posiadają wykształcenia wyższego ani też dobrej znajomości języka.  Są to dwie zasadnicze kategorie kumulujące znaczną część punktów, bez których wnioskujący nie może spełnić wymaganego minimum.

Istotnym utrudnieniem są także ciągle zmieniające się programy i przepisy, które nie tylko wymagają od nas ciągłego za nimi podążania, ale również utrudniają długoterminowe planowanie życia.  Dlatego każdy, kto kwalifikuje się na emigrację na dzień dzisiejszy, nie powinien zwlekać ze złożeniem wniosku, gdyż wymagania programów imigracyjnych często się zmieniają bez wcześniejszego uprzedzenia.  Dziś prawo imigracyjne może być danej osobie przychylne następnego dnia już nie.

Maria Krajewska, Konsultant Imigracyjny, Członek Stowarzyszenia Kanadyjskich Konsultantów Imigracyjnych (Canadian Society of Immigration Consultants, http://www.csic-scci.ca/)
Numer licencji MO41425, Full Member, Tel. (416) 545-1777, e-mail: maria@krajewska.com www.krajewska.com
 

Konkubinat i dziedziczenie

Pan i Pani kupili razem dom, sa rodzicami dwójki małych dzieci i żyją razem w związku partnerskim, czyli jako konkubiny (conjoints de fait - de facto spouses). Pan ma również jedno małe dziecko z poprzedniego małżeństwa. Obydwoje są przekonani, że nie potrzebuję robić testamentów, bo: "Jak by nam coś się stało, to i tak wszystko przejdzie na męża, na żonę albo na dzieci ...". Niestety jest to błędne przekonanie mogące mieć poważne konsekwencje w przypadku dziedziczenia.

W Quebeckim prawie spadkowym istnieją dwie zasady na jakich odbywa się dziedziczenie - albo według Code civil du Québec, albo na podstawie testamentu. Pierwszeństwo ma dziedziczenie testamentowe. Jeżeli spadkodawca nie zostawi testamentu lub sporządzony przez niego testament okaże się nieważny, wówczas dziedziczenie odbędzie się na podstawie ustawy, mianowicie Code civil du Québec.

Tymczasem Code civil du Québec nie reguluje statusu konkubinatu. Ustawodawca nie zdecydował dać parom żyjącym w konkubinacie takich samych praw i obowiązków jakie przysługują małżeństwom, i to niezależnie od liczby lat ich wspólnego pożycia. Pomimo takiej sytuacji prawnej, w świetle niektórych ustaw konkubiny mogą korzystać z podobnych przywilejow jak małżonkowie (na przyklad Loi sur l'aide juridique, Loi sur l'assurance automobile, Loi sur les assurances, Loi sur les impôts, Loi sur le régime de rentes du Québec). 

Co by sie zatem stało, jeżeli Pan zmarłby nie pozostawiając po sobie testamentu? W takiej sytuacji następuje tak zwane dziedziczenie ustawowe w świetle którego konkubina nie otrzyma w spadku nic po swoim partnerze. Zachowa ona oczywiście 50% wszystkiego co dotychczas stanowiło ich wspólny majątek, w tym połowę zakupionego razem domu. Pozostaly majątek Pana (50%) zostanie podzielony na równe części pomiędzy dzieci. Jest równiez mośliwe, ze Pani będzie musiała miec kontak z byłą żoną Pana, ktora jest opiekunem małego dziecka. 

Jeżeli wartość majątku, który otrzyma każde dziecko przekracza 25,000$, Pani będzie musiała założyć conseil de tutelle. Jest również możliwe, że rodzina Pana będzie chciała brać udział w tym conseil w trosce o dobro dziecka. W dodatku, Pani będzie musiała zdawać roczne raporty finansowe do conseil de tutelle i do Curateur Public. 

Jak z powyższego wynika, prawo cywilne nie chroni interesów spadkowych konkubiny (konkubina) w przypadku śmierci partnera. Oczywiście można temu zapobiec poprzez napisanie odpowiedniego testamentu. Dokument taki, najlepiej sporządzony jako akt notarialny, umożliwi dysponowanie majątkiem spadkodawcy zgodnie z jego ostatnim życzeniem, np. pozwoli wskazać likwidatora i powierzyć mu zarządzanie spadkiem niepełnoletnich dzieci. Najważniejsze jest jednak, że właściwie przygotowany testament może oszczędzic rodzinie i bliskim nieporozumień i kłótni.

Me Anna Chrzaszcz, notariusz
 

Powrót do góry...


Poglądy reprezentowane w felietonach odzwierciedlają wyłącznie poglądy samego autora felietonu i niekoniecznie są one zgodne z poglądami redakcji Biuletynu Polonijnego.