| Spotkania z przeszłością | ....ANDRZEJ LESZCZEWICZ........................... |
| Felieton sportowy | ....JERZY DUŃSKI |
| Spotkania z przeszłością |
| Osadnictwo niemieckie
w Polsce (3)
Akcje kolonizacyjne podejmowane w sąsiedniej austriackiej Galicji, którym przyświecały cele zarówno polityczne (germanizacja), jak i "pedagogiczne" (osadnicy mieli być nauczycielami gospodarności), również kończyły się fiaskiem. Profesor lwowski Baltazar Hacquet (Francuz z pochodzenia) pisał: "Ta obca kolonizacja, szkodliwa dla kraju i monarchy, kosztowała już przeszło dwa miliony. Nigdy z niej rząd nie będzie miał korzyści [...]". Niepowodzenia akcji osiedleńczej należy upatrywać głównie w nieudolności administracji, której przekupni urzędnicy pobyt w Galicji traktowali często jako zesłanie lub sposób na szybkie wzbogacenie się. Opór wobec zaborczej władzy, reprezentowanej przez tych urzędników, był powszechny nie tylko wśród polskiego chłopstwa, ale także wśród inteligencji i mieszczaństwa. Niemieckich napływowych osadników określano mianem "darmozjadów i prześladowców nieszczęśliwych krajowców". W tej sytuacji nie dziwi fakt bezprzykładnego - jeśli chodzi o skalę i jakościowy wymiar zjawiska - polszczenia się napływowego elementu etnicznego. Zabór rosyjski, który obejmował ponad 80% terytorium Rzeczpospolitej przedrozbiorowej, także był objęty szeregiem akcji kolonizacyjnych. Na teren Kongresówki nieprzerwanie napływali niemieccy osadnicy, zachęcani liberalna polityką emigracyjną i podatkową oraz licznymi przywilejami oferowanymi przez władze rosyjskie. Również polscy ziemianie prowadzili działalność propagandowo-werbunkową w sąsiednich Prusach, zachęcając do osiedlania się na ich włościach. Wśród imigrantów znaczny odsetek stanowili rzemieślnicy związani z przemysłem włókienniczo-sukienniczym, którzy walnie przyczynili się do powstania "Manchesteru Wschodu" - przemysłowej Łodzi, tak doskonale opisanej przez Władysława Żeromskiego w jego "Ziemi obiecanej".. Procesy asymilacyjne wśród ludności niemieckiej przebiegały bardzo szybko. Długa jest lista wybitnych Polaków niemieckiego pochodzenia (lub "spolszczonych Niemców"), którzy mieszkali na terenie zaboru rosyjskiego - wymieńmy choćby generała Józefa Bema (bohatera powstania listopadowego, potomka niemieckich osadników ze Śląska), Bogumiła Lindego (wybitego polskiego leksykografa), Joachima Lelewela (historyka), Oskara Langego (etnografa) czy Karla Scheiblera, "ojca Łodzi". Odwiedzający Warszawę w 1876 roku niemiecki dziennikarz Fritz Wernick pisał: "Często spotkać można ludzi noszących niemieckie nazwiska, którzy lubo jeszcze mówią i rozumieją po niemiecku, już myślą i czują po polsku. Środowisko niemieckie w Warszawie nie jest tak mocno związane ze swoją historią kulturą [...], a jeśli już który Niemiec zagnieździ się tu na stałe, gdy urzekną go ogniste i głębokie oczy jakiejś Polki, dopiero wtedy on lub syn wrasta na zawsze w społeczeństwo polskie, zżywa się z tutejszym życiem duchowym i towarzyskim". Odrodzenie się państwa polskiego w 1918 roku zupełnie zmienia status niemieckiej ludności zamieszkującej nasze ziemie. Na mocy postanowień traktatu wersalskiego Polska przejęła od Niemiec Wielkopolskę, Pomorze oraz część Górnego Śląska, na terenie których zamieszkiwało około 75% Niemców polskich. Polityka wobec mniejszości narodowych stanowiła jeden z najtrudniejszych problemów, przed którymi stanęło odrodzone państwo. Z 27 milionów jego obywateli aż 8 milionów zadeklarowało przynależność do narodowości innych niż polska. Po Ukraińcach, Żydach i Białorusinach Niemcy stanowili dopiero czwartą co do wielkości mniejszość narodową w kraju. Szok spowodowany utratą uprzywilejowanej pozycji oraz obawy co do przyszłości spowodowały masowy exodus ludności niemieckiej, który trwał do roku 1926. Opuściło Polskę w ten sposób prawie milion osób, co stanowiło niemal połowę stanu liczebnego mniejszości niemieckiej. Ci, którzy pozostali w kraju, włączyli się bardzo aktywnie życie polityczne, uzyskując w wyborach do Sejmu w 1928 roku 21 mandatów poselskich i 5 senatorskich, a także tworząc szereg prężnie działających organizacji, które otrzymywały hojne wsparcie finansowe z Niemiec. Restrykcyjna polityka, jaką państwo polskie prowadziło wobec mniejszości niemieckiej zaowocowała jej wewnętrzną konsolidacją, co w efekcie spowodowało jej alienację i coraz częstsze ideologiczne identyfikowanie się z Rzeszą. II wojna światowa skonfrontowała ze sobą Niemców i Polaków w sposób zupełnie bezprecedensowy. Wraz z wojskami Wehrmachtu napłynęły do Polski setki tysięcy urzędników administracji okupacyjnej, a charakter wzajemnych stosunków został zdegradowany przez ideologię nazistowską do relacji między niemieckim "narodem panów" i polskich "podludzi". Liczba ludności niemieckiej w okupowanej Polsce wynosiła ok. 2,3 miliona osób, co stanowiło prawie trzykrotny wzrost w stosunku do stanu sprzed września 1939 roku. Sprowadzono 750 tysięcy Niemców z Rzeszy i około 800 tysięcy Niemców etnicznych z zajętych terenów Europy środkowowschodniej, krajów nadbałtyckich oraz Rosji. Ci ostatni, tak jak i Niemcy polscy, byli traktowani jako obywatele drugiej kategorii i podlegali różnego rodzaju ograniczeniom administracyjnym oraz procedurom weryfikacyjnym - co nie wpłynęło jednak na poprawę jej stosunku do podbitej ludności polskiej. Eksterminacyjna polityka III Rzeszy wobec Polaków oraz walne poparcie, jakiego udzielili jej polscy Niemcy zaktualizowały na nowo (i na długo) stare porzekadło "Jak świat światem, nie będzie Niemiec Polakowi bratem", rzutując bezpośrednio na losy społeczności niemieckiej w Polsce po II wojnie światowej. W Polsce powojennej cieniem na wzajemnych stosunkach polsko-niemieckich kładzie się exodus ludności niemieckiej z uzyskanych ziem zachodnich i północnych. Wysiedlono z tych terenów ponad 3,5 miliona Niemców. Na miejscu pozostało ok. 1,1 miliona, którym w większości przyznano obywatelstwo polskie, stosując mniej lub bardziej dowolnie szereg procedur weryfikacyjnych. Pomimo politycznej woli stworzenia narodowo jednolitego społeczeństwa, istniała w powojennej Polsce etniczna mniejszość niemiecka, której liczebność określa się na ok. 200 tysięcy osób. Byli to tzw. uznani Niemcy, których zatrzymano ze względów gospodarczych do pracy m. in. w Wałbrzyskim Zagłębiu Węglowym, Żegludze Odrzańskiej czy PGR-ach. Przez pierwsze lata po wojnie stosowano wobec nich represyjne ustawodawstwo, będące często lustrzaną wersją niemieckiego ustawodawstwa okupacyjnego dla Polaków. W niektórych rejonach kraju (Górny Śląsk) utrzymało się ono aż do roku 1989. Od lat 50. władze PRL zezwalały osobom narodowości niemieckiej - także tym które wcześniej przyjęły obywatelstwo polskie - na wyjazdy do RFN i NRD, licząc na definitywne zlikwidowanie problemu mniejszości niemieckiej w Polsce. Skorzystało z tej możliwości kilkaset tysięcy osób. Polityczny przełom lat 1989/90 przyniósł gruntowną zmianę w położeniu społeczności niemieckiej w Polsce. Organizacyjny rozkwit szeru niemieckich organizacji, ich obecność w mediach i na scenie politycznej, zaskoczyły swoją dynamiką i rozmiarami zjawiska polską opinię publiczną. Potencjał demograficzny niemieckiej mniejszości ocenia się rozbieżnie na 300 tysięcy do 1 miliona osób. Większość zamieszkuje Opolszczyznę, gdzie w wielu gminach wprowadzono niemiecki jako język pomocniczy oraz zastosowano dwujęzyczne, polsko-niemieckie nazewnictwo miast i wsi. Na zakończenie warto przytoczyć
słowa Tadeusza Mazowieckiego, który wznosząc toast za Helmuta Kohla podczas
jego wizyty w Warszawie powiedział "Historia stosunków polsko-niemieckich
legitymuje się tysiącletnią metryką. Były w niej konflikty i starcia zbrojne,
[...] były w niej także długie okresy pokojowego współżycia, sąsiedzkiej
współpracy, wspólnego tworzenia cywilizacyjnego dorobku naszego kontynentu.
Jeśli mówi się o tym zbyt mało, to dlatego, że na tę lepszą cząstkę polsko-niemieckiej
przeszłości [...] rzuciły cień czasy najnowsze. [...]. Nie da się tego
wymazać z historycznej pamięci, niech w niej pozostanie potomnym ku przestrodze.
Zarazem jest naszą intencją i zadaniem - sądzę, że wspólnym - by ten cień
ostatecznie i nieodwołalnie przekroczyć."
Andrzej Leszczewicz |
| Biuletyn sportowy |
| Jest rzeczą oczywistą, że
dzisiejszego przekazu wiadomości nie można zacząć od czegoś innego, jak
od piłki nożnej. Poczynając od roku 1930 co cztery lata rozgrywane są mistrzostwa
świata. Ze względu na II Wojnę Światową nie odbyły się w 1942 i w 1946
r. W okresie dwuletnim poprzedzającym finały odbywają się eliminacje. Na
placu boju zostają 32 drużyny, spośród których wyłoniony zostanie zespół
mistrzowski. W tym roku po raz pierwszy organizację mundialu (bo taka nazwa
przyjęła się dla mistrzostw świata) powierzono krajowi afrykańskiemu -
jest nim Republika Południowej Afryki. Rozgrywki rozpoczęły się 11 czerwca
i toczą się w 9 miastach: Johannesburg, Cape Town, Durban, Port Elizabeth,
Tshwane (Pretoria), Rustenburg, Polokwane, Mangaung (Bloemfontein), Nelspruit.
W sumie rozegrane zostaną 64 spotkania, w tym mecz finałowy w niedzielę
11 lipca na stadionie Soccer City w Johannesburgu.
Jak do tej pory (niedziela 20 czerwca) wszystko przebiega zgodnie z planem, bez jakichkolwiek przejawów chamstwa czy chuligaństwa. Agencje prasowe doniosły o jednym przypadku pojawienia się rozrabiaczy. Policja w Buenos Aires przekazała władzom Johannesburga listę 800 kiboli znanych z dotychczasowych "występów" na arenie argentyńskiej. Policja południowo-afrykańska odmówiła im prawa wjazdu i 10 z nich deportowała do sąsiedniej Angoli. Czy zanotowaliśmy jakieś niespodzianki? Naiwne pytanie! Czym byłby sport bez niespodzianek? Pierwsza, to 1: 1 tzw. pewniaka, czyli Anglii, z uważaną za słabeusza ekipą USA. To jeszcze nie koniec, bo następnego pojedynku Anglicy również nie wygrali uzyskując zaledwie bezbramkowy remis z niedocenianą jedenastką Algierii. Jeszcze jeden remis Anglików ze Słowenią i szybki powrót do Londynu. Zanim rozpoczął się tegoroczny mundial bookmacherzy opublikowali swoje przewidywania odnośnie tego, kto zostanie mistrzem świata. Pierwsze miejsce zajmuje bezapelacyjnie Brazylia, na drugim jest Hiszpania, a potem idą Niemcy, Argentyna, Włochy, Francja - dokładnej kolejności nie pamiętam. W każdym razie, w swoim inauguracyjnym występie faworyzowani Hiszpanie nie popisali się przegrywając ze Szwajcarią 1:0. To jest autentyczna sensacja, to coś takiego, jak u Gałczyńskiego w "Balladzie o mrówkojadzie". Szwajcarzy znani są z porządku, punktualności kolei, dobrych zegarków i solidności w sprawach bankowych, ale nigdy nie byli zaliczani do piłkarskich potęg. Albo Niemcy. Najpierw roznoszą Australię 4:0, poczem przegrywają z Serbią 0:1 w meczu, w którym obydwaj "polscy Niemcy" pokazali się z nie najlepszej strony, bo Łukasz Podolski przestrzelił karnego, a Mirosław Kloze dostał czerwoną kartkę. W piątek 25 czerwca będziemy znali finałową szesnastkę. Pewne jest, że zanim to nastąpi czekają nas nowe niespodzianki. A co w polskiej piłce? Lepiej byłoby o tym nie mówić, bo szkoda zdrowia, ale z obowiązku dziennikarskiego wypada odnotować, że drużyny Widzewa i Górnika Zabrze wróciły do ekstraklasy, a tydzień przed startem mundialu Hiszpanie rozegrali z Polską mecz towarzyski. Dla nich to było coś w rodzaju rozgrzewki przed mistrzostwami, dla nas przymiarka na co nas stać, jakie mamy szanse w walce z silnym i wymagającym przeciwnikiem. Jest takie niezbyt piękne powiedzenie o kimś, komu się śnią wspaniałości, a tymczasem "obudził się z ręką w nocniku". To był właśnie nasz przypadek - Polska przegrała 6:0. Komentarza nie będzie. |
![]() |
Jerzy Duński |
| Chopin ze śpiewem
ptaków
Gdy Chopin tworzył swoją
muzykę w czasie długich, letnich pobytów w wiejskiej posiadłości George
Sand, w Nohant, na pewno towarzyszył mu śpiew ptaków z ogrodu. Tak właśnie
pomyślałam, gdy słuchałam koncertu Piersa Lane, grającego w niedzielny
wieczór w Podkowie Leśnej. Głosy ptaków łączyły się z muzyką fortepianu.
Podkowa Leśna, zatopiona w zieleni podwarszawska miejscowość, od pewnego
czasu jest ważnym miejscem spotkań zarówno dla mieszkańców Podkowy, jak
i warszawiaków. Centrum Kultury i Inicjatyw Obywatelskich prowadzone przez
dyrektor Alinę Witkowską i jej ekipę doświadczonych współpracowników, mieści
się w Pałacyku Kasyno. Wieczory muzyczne, filmowe, teatralne, wystawy historyczne
i malarskie, letnie-zimowe warsztaty artystyczne, Uniwersytet Trzeciego
Wieku - oto różnorodna oferta. Dużo i ciekawie dzieje się w Pałacyku Kasyno
i warto o tym wiedzieć, rozgłaszać i uczestniczyć.
PEŁNIA Niewątpliwie, czas związku
z francuską pisarką George Sand był dla Fryderyka Chopina okresem pełni
i dojrzałym etapem twórczości. Opieka, jaką roztoczyła nad nim pisarka,
jej troska, miłość i zachwyt, oraz środowisko francuskich artystów-przyjaciół
Sand, darzących Chopina podziwem, wszystko to osadziło kompozytora w bezpiecznych
ramach, których potrzebował by tworzyć.
Za miesiąc, kolejny rozdział
z życia Chopina, opowie Państwu - Katarzyna Szrodt
Chopin i George Sand Latem 1836 roku Fryderyk
Chopin przyjął zaproszenie od dobrze mu znanego Franciszka Liszta, na wspólne
spędzenie lata w Szwajcarii. Do muzyków dołączyła przyjaciółka i wielbicielka
Liszta - George Sand. George Sand to pseudonim artystyczny Aurory
Dupin, pisarki, kobiety ekscentrycznej, niezależnej i wyzwolonej. Męski
pseudonim, zwyczaj ubierania się w męskie garnitury, palenie cygar, sława
poczytnej pisarki i liczne romanse - to wszystko charakteryzowało
tę wyjątkową kobietę. Wydawało się, że delikatny, elegancki i konwencjonalny
Chopin i odważna artystycznie i obyczajowo Sand - są wykluczającymi się
światami. Owego lata 1836 roku, cała grupa artystów zaproszonych przez
Liszta, wędrowała po Szwajcarii i przypominała bardziej cygański
obóz niż cenionych artystów. W jednym z hoteli Liszt wpisał się do
księgi gości : "zawód- muzyk-filozof, przybył - z Niepewności, udaje się
do - Prawdy." Chopin raczej z boku obserwował swoich ekstrawaganckich przyjaciół,
ale to wtedy musiała zaciekawić go kobieta o czarnych oczach sfinksa i
męskim stylu. Po powrocie do Paryża towarzystwo nadal utrzymywało
ze sobą kontakty. Przyjaciółka Liszta, Maria dAgoult, stworzyła salon
literacko-artystyczny, w którym grali Liszt, Chopin, Berlioz, a utwory
swoje czytali Heinrich Heine, Adam Mickiewicz, George Sand. W marcu
1837 roku George Sand napisała do przyjaciółki Liszta, Marii dAgoult,
ze swojej rezydencji w Nohant:
Niestety, nastąpiło załamanie
pogody, rozpoczął się sezon deszczowy, co wpłynęło na zdrowie Chopina.
Wezwani lekarze orzekli, że ma gruźlicę i zgłosili ten fakt na policję.
Zgodnie z prawem hiszpańskim, musieli zapłacić za odmalowanie domu i spalone
meble. Przenieśli się do klasztoru kartuzów w Valldemosie, który wydawał
się im najbardziej romantycznym miejscem na świecie.
Ale o tym już w następnym
numerze opowie Państwu - Katarzyna Szrodt.
Chopin na emigracji 11 października 1830 roku
Fryderyk Chopin dał ostatni publiczny koncert w ojczyźnie. Grał swój koncert
e-moll i fantazję na tematy polskie. Koncert został bardzo dobrze przyjęty,
chociaż Warszawa w tym momencie żyła głównie nastrojami politycznymi
. 25 października artysta poszedł pożegnać się z Konstancją Gładkowską.
Wpisała mu do albumu wiersz kończący się słowami :
2010 - Rok Chopinowski W 2010 roku świat artystyczny uczci 200-tną rocznicę urodzin Fryderyka Chopina. Rok Chopinowski znalazł się na prestiżowej liście rocznic obchodzonych pod auspicjami UNESCO. Ten jubileusz polskiego kompozytora jest okazją do przypomnienia twórczości Chopina i jej nowych interpretacji, szansą pokazania Fryderyka Chopina jako osobowości artystycznej na tle swojej epoki, człowieka wybitnego w kontekście historii Polski i Francji I poł. XIX wieku. Chopin i jego dzieło od lat stanowią inspirację dla różnych dziedzin sztuki - muzyki, literatury, filmu, teatru, sztuk plastycznych. Tegoroczny jubileusz da szansę pokazania Chopina młodemu pokoleniu, pozwoli poszerzyć wiedzę o Chopinie i jego czasach, ale przede wszystkim nasyci nas dużą dawką muzyki. W Polsce już od dłuższego czasu trwały przygotowania do Roku Chopinowskiego. Powołany Komitet Obchodów Roku Chopina koordynował inicjatywy związane z jubileuszem. W Muzeum Fryderyka Chopina w Zamku Ostrogskich na Powiślu w Warszawie stworzono muzeum biograficzne o nowym kształcie. W pobliżu Muzeum Chopina wybudowano nowoczesny budynek z przeznaczeniem na Centrum Chopinowskie mieszczące ośrodek informacji, bibliotekę, fonotekę, księgarnię i siedziby organizacji i fundacji chopinowskich. Rodzinny dworek Chopinów w Żelazowej Woli poddany został rewitalizacji i w okolicy poszerzono bazę turystyczną. Rok Chopinowski w Polsce rozpoczął się 7 stycznia koncertem inaugurującym w Filharmonii Narodowej z udziałem specjalnego gościa - pianisty chińskiego Lang Langa. Od 22 do 28 lutego, w ramach Tygodnia Urodzinowego, zaplanowana jest seria koncertów z udziałem światowej czołówki pianistów. Festiwal "Chopin i jego Europa" obejmie w sierpniu koncertami całą Polskę i stolice europejskie. Wreszcie jubileuszowy XVI Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina w tym roku uświetniony zostanie wyjątkowym składem jury i występami znakomitych pianistów. Obchody Roku Chopinowskiego współtworzy, oczywiście, i Francja, kraj, z którym Chopin związany był zarówno pochodzeniem ojca jak i zamieszkaniem od 1831 roku do śmierci. W corocznym festiwalu muzycznym La Folle Journee w Nantes nad Loarą zaplanowano imprezy o zasięgu międzynarodowym. Muzyka Chopina poza Nantes i Paryżem zabrzmi w Bilbao, Rio de Janerio, Tokio. Goście La Folle Journee zagrają również w Teatrze Wielkim, Filharmonii Narodowej i Teatrze Narodowym w Warszawie. W Cite Nationale de l'Histoire de l'Immigration w Paryżu, na październik przygotowywana jest wystawa, we współpracy z Instytutem Adama Mickiewicza, o historii emigracji polskiej do Francji. Ważną część wystawy stanowi okres Romantyzmu i życie Chopina. Na mapie imprez Roku Chopinowskiego
nie zabraknie również Montrealu. Większość imprez odbędzie się pod egidą
Konsulatu RP i Konsula Generalnego Tadeusza Żylińskiego. Konsulat RP sponsoruje
koncert McGill Chamber Orchestra z solistą Janem Lisieckim, który 3 maja
zagra dwa koncerty fortepianowe Fryderyka Chopina pod dyrekcją Borisa Brotta.
Na zaproszenie Polskiego Instytutu Naukowego, przy wsparciu finansowym
Konsulatu RP, gościć będzie na jesieni wybitny pianista Janusz Olejniczak.
Również jesienią, znany jazzman Jan Jarczyk zaprezentuje, z zaproszonymi
z Europy muzykami, specjalny jazzowo-chopinowski program. W planach
Konsula Żylińskiego jest zaproszenie, ze specjalnym programem z motywami
chopinowskimi, znanej polskiej piosenkarki jazzowej Anny Marii Jopek. Jeśli
tylko plany koncertowe w Toronto i Nowym Yorku pozwolą, ta niezwykle ciekawa
artystka wraz z zespołem da koncert w Montrealu. Większość imprez
muzycznych i literackich Roku Chopinowskiego odbywać się będzie na
terenie Konsulatu oraz w wynajętej stylowej sali w Musee du Chateau
Dufresne. Mały festiwal filmów o Chopinie i konkurs wiedzy o życiu
i dziele Fryderyka Chopina będą dopełnieniem wydarzeń muzyczno-literackich
.
"RODEM WARSZAWIANIN, SERCEM POLAK, A TALENTEM ŚWIATA OBYWATEL" - tak napisał o Fryderyku Chopinie 18.X.1849 roku , w nekrologu w "Dzienniku Polskim", Cyprian Kamil Norwid. Chociaż Chopin zmarł w Paryżu, to zgodnie z wolą artysty, siostra jego zabrała serce zmarłego do Polski. Umieszczono je w filarze kościoła Świętego Krzyża na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Rok Chopinowski skłania do wspomnień, do odświeżenia wiedzy o życiu i dziele Chopina, jak również do przypomnienia epoki romantyzmu, w której żył kompozytor. Fryderyk Chopin urodził się w 1810 roku w Żelazowej Woli. Istnieje rozbieżność co do dnia urodzin - niektóre dokumenty notują 22 lutego, w innych jest data 1 marca. Geniusz ma prawo rodzić się przez tydzień. Wychodząc z tego założenia, w Polsce zorganizowany został Tydzień Urodzinowy, w trakcie którego rozbrzmiewać będzie muzyka Chopina w wykonaniu najwybitniejszych pianistów przybyłych z różnych stron świata. Mały Fryderyk rozpoczął
naukę gry na fortepianie w wieku sześciu lat. Rok póżniej skomponował
swoje pierwsze utwory: Polonez B-dur i Polonez G-moll. Mając osiem lat
Fryderyk dał w Warszawie pierwszy koncert. Tak opisał młodego Chopina
gość jednego z koncertów, poeta Bohdan Zaleski : "Chopin wesoły, młodziuchny,
którego też wszyscy zwaliśmy Szopenkiem, wygrywał przed nami cudne swe
utwory. Genialnego umysłu, bystry, dowcipny, czuły igrał ze sztuką, panował
nad nią. Oczarował słuchaczów samorodną bujnością polskiego rytmu i melodii."
Mając szesnaście lat Chopin podjął naukę kompozycji u Józefa Elsnera -
cenionego kompozytora i pedagoga, w warszawskiej Szkole Głównej Muzyki,
wchodzącej w skład Uniwersytetu Warszawskiego. Po trzech latach profesor
Elsner wydał opinię o swoim studencie: "Szopen Fiderik - szczególna zdolność,
geniusz muzyczny." Chopin uczęszcza również na wykłady z literatury
powszechnej i polskiej, poznaje środowisko młodych humanistów, pokolenie
przyszłych romantyków z Maurycym Mochnackim i Stefanem Witwickim na czele.
Sam Chopin uchodził już wtedy za uosobienie twórcy par excellence romantycznego.
Zafascynowany folklorem polskim wplatał wątki pieśni ludowych do swoich
kompozycji . Głęboko przejmował go los Polski i swój patriotyzm potrafił
wyrazić w muzyce. Stefan Witwicki tak radził przyjacielowi
- "Obyś tylko ciągle miał na uwadze: narodowość, narodowość i jeszcze raz
narodowość
Góry, lasy, wody, łąki, mają swój głos rodzinny, wewnętrzny,
choć go nie każda dusza pojmie. Szukaj melodii krajowych i słowiańskich,
jak mineralog kamieni i kruszców po górach i polach." Zaś Maurycy Mochnacki
- sam świetny pianista wirtuoz i krytyk muzyczny, tak ujął fenomen Chopina:
" Ziemia, która mu życie dała, swoim śpiewem działała na usposobienie muzyczne
i przebiła się w utworach tego artysty. Niejeden dźwięk jego tonów wydaje
się jakby odbiciem naszej narodowej harmonii, echem naszych pól i lasów,
piosenek wieśniaka polskiego." Choroba płuc, która od wczesnej młodości
męczyła artystę, wymagała licznych wyjazdów na wieś, co stało się dla Chopina
zarówno źródłem sił witalnych, jak i twórczych. Przysłuchiwał się pieśniom,
brał udział w dożynkach, tańczył obertasa i grał na basetli, co barwnie
opisał w jednym z listów do rodziny. Po latach, te inspiracje z ludu wzięte
, geniusz artysty przetransponował na mazurki, polonezy, krakowiaki,
walce - wyżyny artystycznego kunsztu, nową , romantyczną formę muzyczną.
Dziś, w 2010 roku obchodzimy, oprócz jubileuszu Chopina, również 200-lecie urodzin Roberta Schumanna. Oto jak splatają się losy ludzi, dzieła i wydarzenia. -----------------------------------------------------------------------------------------
|
| KĄCIK
POETYCKI
"Lato w Aylmer" z tęczy barw natury bukietu
ciepłym oddechem rozsiewa
promykami słońca zagląda
wysłuchuje treli kardynała
dzieciarni na plaży pałace
dmucha w otwarte ramina żagli
na miejskich trawnikach wypasa
wygania zapachem trawy
kiedy indziej odziane w prochwiec
jednak zawsze ciepłe w dotyku
Ewa Starowicz
FIGLATNE LISTKI
Sen
Po spływie
Trutnie i pszczółki
"Trudności w programie punktowym" Federalny program dla pracowników wykwalifikowanych (Federal Skilled Worker Program) umożliwia imigrację pracownikom zza granicy, którzy posiadają odpowiednie wykształcenie wyższe, doświadczenie zawodowe, znajomość języka angielskiego i/lub francuskiego, odpowiedni wiek oraz zdolność do zaadoptowania się w nowym środowisku. W każdej z tych kategorii wnioskujący dostaje punkty. Według powszechnego mniemania uzyskanie przynajmniej wymaganych 67-miu punktów gwarantuje pozytywną decyzję czyli otrzymanie pobytu stałego, ale czy jest tak w rzeczywistości? Niestety nie. Uzyskanie wymaganych punktów nie zda się na nic, jeśli na przykład, zawód wnioskującego nie znajduje się na liście zawodów pożądanych przez Kanadę (liste tę można znaleźć na stronie internetowej Ministerstwa Imigracji; zawiera ona 37 profesji). Innymi słowy, jeśli osoba wnioskująca jest wykształcona, posiada świetną znajomość języka urzędowego oraz ma długoletne doświadczenie zawodowe ale nie w zawodzie pożądanym przez Kanadę nie zakwalifikuje na ten program. Jedynym wyjściem w takiej sytuacji jest otrzymanie oferty pracy wystosowanej przez kanadyjskiego pracodawcę. Oferta, choć trudna w uzyskaniu (musi ona "przejść" przez Urząd Zatrudnienia) dramatycznie zwiększa szanse na pozytywne rozpatrzenie aplikacji. Celowo piszę w tym miejscu, że "zwiększa" szanse a nic nie gwarantuje, gdyż decyzja zależy od oficera imigracyjnego. Oficer imigracyjny może podjąć negatywną decyzję według własnego uznania jeżeli dana osoba nie udowodni, że jest w stanie zaadoptować się do życia w Kanadzie. Dlatego bardzo ważne jest tutaj profesjonalne przygotowanie aplikacji, żeby nie pozostawić żanych wątpliwości urzędnikowi. Doświadczony doradca imigracyjny będzie w stanie przygotować odpowiednie uzasadnienia poparte właściwą dokumentacją. Jeden z moich klientów uzyskał ostatnio 88 punktów, więc na pewno można te punkty dostać, ale jedynie na podstawie dokumentów, certyfikatów językowych itd. Trudności w zakwalifikowaniu się na program punktowy napotka również osoba, która pomimo posiadania oferty pracy potwierdzonej przez Urząd Zatrudnienia (za którą przyznaje się aż 15 punktów) ciągle nie osiąga ich magicznej sumy w końcowym rachunku. Przykładem może być na przykład osoba wykształcona w zawodzie spawacza. Spawacze nie uzyskują odpowiedniej ilości punktów, ponieważ z reguły nie posiadają wykształcenia wyższego ani też dobrej znajomości języka. Są to dwie zasadnicze kategorie kumulujące znaczną część punktów, bez których wnioskujący nie może spełnić wymaganego minimum. Istotnym utrudnieniem są także ciągle zmieniające się programy i przepisy, które nie tylko wymagają od nas ciągłego za nimi podążania, ale również utrudniają długoterminowe planowanie życia. Dlatego każdy, kto kwalifikuje się na emigrację na dzień dzisiejszy, nie powinien zwlekać ze złożeniem wniosku, gdyż wymagania programów imigracyjnych często się zmieniają bez wcześniejszego uprzedzenia. Dziś prawo imigracyjne może być danej osobie przychylne następnego dnia już nie. Maria Krajewska, Konsultant
Imigracyjny, Członek Stowarzyszenia Kanadyjskich Konsultantów Imigracyjnych
(Canadian Society of Immigration Consultants, http://www.csic-scci.ca/)
Konkubinat i dziedziczenie Pan i Pani kupili razem dom, sa rodzicami dwójki małych dzieci i żyją razem w związku partnerskim, czyli jako konkubiny (conjoints de fait - de facto spouses). Pan ma również jedno małe dziecko z poprzedniego małżeństwa. Obydwoje są przekonani, że nie potrzebuję robić testamentów, bo: "Jak by nam coś się stało, to i tak wszystko przejdzie na męża, na żonę albo na dzieci ...". Niestety jest to błędne przekonanie mogące mieć poważne konsekwencje w przypadku dziedziczenia. W Quebeckim prawie spadkowym istnieją dwie zasady na jakich odbywa się dziedziczenie - albo według Code civil du Québec, albo na podstawie testamentu. Pierwszeństwo ma dziedziczenie testamentowe. Jeżeli spadkodawca nie zostawi testamentu lub sporządzony przez niego testament okaże się nieważny, wówczas dziedziczenie odbędzie się na podstawie ustawy, mianowicie Code civil du Québec. Tymczasem Code civil du Québec nie reguluje statusu konkubinatu. Ustawodawca nie zdecydował dać parom żyjącym w konkubinacie takich samych praw i obowiązków jakie przysługują małżeństwom, i to niezależnie od liczby lat ich wspólnego pożycia. Pomimo takiej sytuacji prawnej, w świetle niektórych ustaw konkubiny mogą korzystać z podobnych przywilejow jak małżonkowie (na przyklad Loi sur l'aide juridique, Loi sur l'assurance automobile, Loi sur les assurances, Loi sur les impôts, Loi sur le régime de rentes du Québec). Co by sie zatem stało, jeżeli Pan zmarłby nie pozostawiając po sobie testamentu? W takiej sytuacji następuje tak zwane dziedziczenie ustawowe w świetle którego konkubina nie otrzyma w spadku nic po swoim partnerze. Zachowa ona oczywiście 50% wszystkiego co dotychczas stanowiło ich wspólny majątek, w tym połowę zakupionego razem domu. Pozostaly majątek Pana (50%) zostanie podzielony na równe części pomiędzy dzieci. Jest równiez mośliwe, ze Pani będzie musiała miec kontak z byłą żoną Pana, ktora jest opiekunem małego dziecka. Jeżeli wartość majątku, który otrzyma każde dziecko przekracza 25,000$, Pani będzie musiała założyć conseil de tutelle. Jest również możliwe, że rodzina Pana będzie chciała brać udział w tym conseil w trosce o dobro dziecka. W dodatku, Pani będzie musiała zdawać roczne raporty finansowe do conseil de tutelle i do Curateur Public. Jak z powyższego wynika, prawo cywilne nie chroni interesów spadkowych konkubiny (konkubina) w przypadku śmierci partnera. Oczywiście można temu zapobiec poprzez napisanie odpowiedniego testamentu. Dokument taki, najlepiej sporządzony jako akt notarialny, umożliwi dysponowanie majątkiem spadkodawcy zgodnie z jego ostatnim życzeniem, np. pozwoli wskazać likwidatora i powierzyć mu zarządzanie spadkiem niepełnoletnich dzieci. Najważniejsze jest jednak, że właściwie przygotowany testament może oszczędzic rodzinie i bliskim nieporozumień i kłótni. Me Anna Chrzaszcz, notariusz
|